Mauro Silva był bowiem piłkarzem, który odmówił gry Realowi Madryt.

Specjalizował się w grze w destrukcji. Był jednym z najlepszych defensywnych pomocników lat 90. i pierwszej dekady XXI wieku. Razem z Canarinhos wywalczył Puchar Świata na amerykańskim mundialu w 1994 roku. W barwach Dépor zaś zapracował sobie na status legendy nie tylko postawą na boisku, ale i poza nim, Mauro Silva był bowiem piłkarzem, który odmówił gry Realowi Madryt.

Jego karierę opisał Leszek Orłowski w książce o lidze hiszpańskiej „Hiszpańskie drużyny, które zadziwiły świat. Niezwykła historia sukcesów Deportivo, Valencii i Villarreal”:

„W Deportivo Donato nie mógł za bardzo liczyć na grę w środku pola, bo tam królował zawodnik o umiejętnościach bardzo do niego podobnych, ale jeszcze lepszy, mianowicie Brazylijczyk Mauro Silva, mistrz świata z 1994 roku, którego Arsenio Iglesias scharakteryzował tak:

– Maurino w domu, na wyjeździe, w słońcu, skwarze, deszczu, zimnie – zawsze grał tak samo, nic nie robiło na nim wrażenia. Do tego też zachęcał, a w zasadzie zmuszał kolegów. To człowiek maszyna.

– Gdy w 1992 roku podpisałem kontrakt z El Depor pewien dziennikarz powiedział mi, że muszę przyzwyczaić się do przegrywania, bo tu będę przegrywał dużo. Odpowiedziałem mu, że nie zamierzam – wspomina.

To piłkarz, do którego jak żaden inny pasuje przymiotnik: wytrawny. Trzeba było dłużej mu się przyjrzeć, by zachwycić się dyskretną urodą jego gry. Z pozoru proste podania, które w niej dominowały, miały swój głębszy sens, nadawały akcji tempo, decydowały o kierunku i sile natarcia, niczym kamyk ruszający lawinę. Iruerata był przekonany, iż Mauro Silva po zakończeniu kariery zostanie wybitnym trenerem, gdyż wykazywał się na boisku niezwykle analitycznym umysłem. Zdaniem Jabo wielką szkodą dla futbolu jest to, że Brazylijczyk nie wykazał ochoty do podjęcia tego zawodu, ani nikt go nie nakłonił do dokonania takiego życiowego wyboru. Mistrz świata zamiast ławki wybrał gabinet: przez kilka lat pełnił funkcję wiceprezydenta stanowej federacji futbolu w São Paulo.

Jako piłkarz Mauro Silva był zaś także wzorem dla wchodzącego do zespołu jesienią 2000 roku Juana Carlosa Valeróna:

– Od niego ja, wcześniej piłkarz lekko egoistyczny, nauczyłem się, co to znaczy myśleć stale o zespole i dla niego pracować. Podziwiałem go za to. Znał swoje miejsce w drużynie, ale troszczył się także o to, żeby wszystko i wszyscy dokoła niego funkcjonowali właściwie. W szatni zapobiegał albo wygaszał konflikty. Dla niego liczył się tylko zespół!

Doprawdy, mocne to słowa. A wszyscy, którzy pamiętają Valeróna z końcowych lat kariery, kiedy swoje wielkie umiejętności podporządkowywał słabej ekipie El Depor nie żądając nigdy, by to o wiele mniej utalentowani koledzy pracowali na niego, lecz zasuwając jak wszyscy, muszą wiedzieć, że gdyby nie spotkał na swojej drodze Mauro Silvy, grałby zupełnie inaczej.

Podobnie wspomina tego zawodnika także Scaloni, który grał na tej samej pozycji, co mistrz świata. Silva zajął się nim, udzielał rad, wspomagał na każdym kroku, chętnie dzielił się minutami:

– Możecie to sobie wyobrazić? Brazylijczyk biorący pod swoje skrzydła Argentyńczyka – konkurenta do miejsca w składzie? Chociaż tak naprawdę Mauro Silva był bardziej koruńczykiem niż Brazylijczykiem – opowiada.

Zdaniem Scaloniego Mauro Silva to najlepszy defensywny pomocnik jaki grał w La Liga od początku XXI wieku po dzień dzisiejszy…

Kibice Deportivo zaś w roku 2016, ku zaskoczeniu wszystkich ekspertów, najlepszym zawodnikiem w historii klubu wybrali właśnie Mauro Silvę.

Pisaliśmy w poprzednim rozdziale o jego wierności Deportivo. O ile do Serie A nie odchodził, bo przy każdej ofercie z włoskiego klubu dostawał podwyżkę, o tyle zupełnie inaczej wytłumaczył po latach, w rozmowie z dziennikiem ‘ABC’ fakt, że nie skorzystał nigdy z lukratywnej oferty z Realu Madryt:

– Powiedziałem Florentino Pérezowi: nie, bo w życiu liczą się nie tylko pieniądze. Byłem bardzo szczęśliwy w La Coruni. Grałem w liczącym się klubie, zdobywałem tytuły i przede wszystkim czułem się kochany przez wszystkich kibiców i pracowników Deportivo. Gdybym odszedł, byłoby to wysłaniem im sygnału, że pieniądze są silniejsze niż uczucie, a przecież w moim przypadku tak nie było. Stworzyłem w Deportivo swoją, piękną historię, i nie chciałem jej burzyć. Dziś niczego nie żałuję. Tego, co tu przeżyłem, nie da się przeliczyć na pieniądze.

W styczniu 2003 roku zastanawiał się czy nie wyjechać do Japonii bądź Kataru – »liga de baja alcurnia y alta petunia« – »ligi małych wymagań ale dużych pieniędzy« – jak powiedział – jednak ostatecznie został w Depor i tam 2005 roku, mając 37 lat, zakończył karierę”.

Książka sportowa „Hiszpańskie drużyny, które zadziwiły świat. Niezwykła historia sukcesów Deportivo, Valencii i Villarreal” ukazała się w serii SQNOriginals i jest dostępna, podobnie jak inne tytuły piłkarskie na www.labotiga.pl