Allen Iverson w dzisiejszej NBA? To wizja, która rozpala wyobraźnię każdego fana koszykówki

Allen Iverson w dzisiejszej NBA? To wizja, która rozpala wyobraźnię każdego fana koszykówki, a po lekturze jego autobiografii „Niezrozumiany” odpowiedź nasuwa się sama: byłby absolutnie niepowstrzymany.

Książka o NBA „Allen Iverson. Niezrozumiany” to nie tylko spowiedź jednej z najbardziej kontrowersyjnych gwiazd w historii sportu. To także fascynujący wgląd w to, jak bardzo zmieniła się liga NBA – i jak wielki wpływ na tę zmianę miał właśnie „The Answer”. Czytając jego szczere wspomnienia, trudno nie odnieść wrażenia, że Iverson urodził się nieco za wcześnie, a współczesna koszykówka byłaby dla niego idealnym placem zabaw.

Sam Iverson w jednym z ostatnich rozdziałów wprost zastanawia się nad tym scenariuszem, analizując ewolucję przepisów. Pisze: „Przyglądam się dzisiejszej NBA. Ograniczyli bronienie rękoma, rozciągają grę. Na parkiecie panuje jeszcze większa swoboda. Wyobraźcie sobie, co mógłbym osiągnąć w takich warunkach”.

To nie jest czcza przechwałka. W swoich czasach Iverson musiał walczyć nie tylko z rywalami, ale i z systemem. W książce opisuje absurdy, z jakimi się mierzył – liga próbowała zdelegalizować jego słynny crossover, uznając go za „noszenie piłki” (palming)! Sędziowie gwizdali mu błędy, bo był zbyt szybki i zbyt niekonwencjonalny dla ówczesnych standardów. Dziś, w erze „pace and space”, gdzie obrońcy nie mogą bezkarnie używać rąk do zatrzymywania rywala (hand-checking), jego zabójczy pierwszy krok siałby spustoszenie jeszcze większe niż w sezonie, gdy został MVP.

Kolejna kwestia to mentalność. W dobie powszechnego „load management” (zarządzania obciążeniem), podejście Iversona brzmi jak pieśń z innej epoki. W książce wielokrotnie wspomina, jak wściekał się na trenerów, gdy ci chcieli go posadzić na ławce choćby na minutę. Grał z kontuzjami, poobijany, często spędzając na parkiecie po 48 minut, nawet w meczach o pietruszkę. Dziś jego minuty byłyby pewnie limitowane, co przy szybszym tempie gry pozwoliłoby mu na jeszcze większą eksplozywność.

Iverson był też pionierem stylu, który dziś jest normą. Warkoczyki, tatuaże, rękawy rzutowe, luźne stroje – za to wszystko był krytykowany, nazywany „bandziorem” przez media głównego nurtu. NBA wprowadzała specjalne dress code’y, by go utemperować. Dziś? Dziś gracze swobodnie wyrażają siebie, a stylówki Iversona są klasyką. Jak sam gorzko, ale i z dumą zauważa w książce: „Obrywało mi się, żeby oni mogli swobodnie wyrażać samych siebie”.

Co ciekawe, mimo że Iverson mógłby czuć zazdrość o gigantyczne pieniądze i swobodę dzisiejszych graczy, w jego wspomnieniach nie ma zgorzknienia. Przeciwnie – jest duma z dziedzictwa. W książce z wielkim szacunkiem wypowiada się o współczesnych gwiazdach. Wprost nazywa Stephena Curry’ego swoim „ulubieńcem”, wspominając, jak z podziwem oglądał jego występ w Meczu Gwiazd, gdy ten trafił 16 trójek.

Książka „Allen Iverson. Niezrozumiany” to lektura obowiązkowa, by zrozumieć, że ten niski chłopak z Wirginii nie tylko grał w koszykówkę – on walczył o prawo do bycia sobą w świecie pełnym sztywnych reguł. I wygrał, torując drogę dla całej generacji dzisiejszych gwiazd. Od aresztowania w liceum za bójkę w kręgielni, przez surową szkołę życia u trenera Johna Thompsona w Georgetown, aż po zostanie ikoną NBA.

Fot. Kevin Burkett/Wikimedia Commons

Zamów autobiografię Allena Iversona „Niezrozumiany” w księgarni sportowej na www.labotiga.pl