Rutyniarz odniósł zwycięstwo nad młodym gwiazdorem Los Angeles Lakers, który zaprezentował się z dobrej strony. Jednak poza parkietem nie miał już powodów do zadowolenia po tym, co go spotkało hotelowej windzie, o czym wspomniał Jeff Pearlman w książce „Cyrk na trzy pierścienie. Kobe, Shaq, Phil i szalone lata dynastii Lakers”:
„Odbywający się w Madison Square Garden na Manhattanie Mecz Gwiazd wyglądał na żyłę złota dla Bryanta, który w przegranym 135:114 pojedynku zdobył 18 punktów – najwięcej w swojej drużynie. Ale za kulisami był to koszmar.
Zawodnicy zatrzymali się w hotelu Grand Hyatt w Nowym Jorku i któregoś dnia Bryant wsiadł do windy, którą jechali (uwaga na dziwne trio!) skrzydłowy Knicks Charles Oakley, skrzydłowy Nets Jayson Williams i pewien biznesmen z Manhattanu, niejaki Donald Trump, który – tak się akurat złożyło – był właścicielem tego hotelu.
– Hej, Kobe – zagaił Williams. – Co słychać?
Bryant słuchał muzyki z walkmana, a kiedy usłyszał przywitanie Williamsa, tylko wzruszył ramionami i wybełkotał:
– Hej, wielkoludzie, nawet nie spoglądając w górę.
Doświadczony Williams miał 206 centymetrów wzrostu i ważył 109 kilogramów. Miał krótki lont, był bardzo dumny, nigdy nie przepadał za Bryantem, a już na pewno nie lubił, kiedy ktoś nie okazywał mu szacunku.
– Co ty, ku**a, jaja sobie robisz? – powiedział.
Po czym naparł na Bryanta i walnął go w policzek.
A wtedy sam Trump złapał Williamsa i powiedział do Bryanta:
– Uciekaj stąd. Szybko.
A Kobe czym prędzej wysiadł z windy.
– Kobe był zawsze zarozumiały – powiedział Williams. – Wobec wszystkich. Michael Jordan był arogancki, ale się uśmiechał. A Kobe był tylko chu***em. Nie podobało mi się to”.
Książka sportowa o NBA „Cyrk na trzy pierścienie. Kobe, Shaq, Phil i szalone lata dynastii Lakers” jest dostępna na www.labotiga.pl
Foto. Zdjęcie pochodzi z prywatnego archiwum autora książki.