Wojna domowa w McLarenie: Jak wielkie ego zniszczyło „zespół marzeń” i przyczyniło się do triumfu Ferrari?

Wojna domowa w McLarenie: Jak wielkie ego zniszczyło „zespół marzeń” i przyczyniło się do triumfu Ferrari? 

Sprawdź kulisy F1 w nowej książce sportowej o F1 Marca „Elvisa” Priestleya „Aleja sukcesów”

To miał być sezon absolutnej dominacji. Dwukrotny mistrz świata Fernando Alonso i „złote dziecko” McLarena, debiutant Lewis Hamilton. Na papierze – duet idealny. W rzeczywistości – mieszanka tak wybuchowa, że rozniosła brytyjską stajnię od środka, a skutki tego wybuchu odczuwalne są w Formule 1 do dziś.

Marc „Elvis” Presley w swojej najnowszej książce „Aleja sukcesu” rzuca światło na mroczne kulisy sezonu 2007. To nie była tylko rywalizacja na torze. To była psychologiczna batalia, która sprawiła, że mechanicy i inżynierowie przestali grać do jednej bramki. Jak wspomina autor:

„W naszym garażu doszło wówczas do gigantycznego rozłamu, McLaren podzielił się de facto na dwa zwalczające się podzespoły”.

Na początku nikt nie dawał Lewisowi szans. Większość ekipy walczyła o to, by pracować przy samochodzie Alonso, spodziewając się, że młody Brytyjczyk będzie regularnie lądował w żwirze. Jednak gdy tylko Hamilton pokazał, że jest równie szybki co mistrz, w Woking wybuchła panika.

Zamiast wymiany danych, zaczęło się ukrywanie kart. Priestley bez ogródek opisuje upadek etosu pracy zespołowej:

„Na zespołowych odprawach nikt nie odkrywał swoich kart, nie chciał się dzielić swoimi przemyśleniami i wnioskami, by nie wzmocnić siedzącego w tym samym pomieszczeniu rywala”.

Zamiast wspólnej analizy, mieliśmy szepty po kątach i narastającą paranoję. Punktem kulminacyjnym tej toksycznej relacji był moment, w którym rywalizacja przeniosła się z toru bezpośrednio pod garaż zespołu. Priestley opisuje jeden z najbardziej kontrowersyjnych momentów w historii współczesnej F1 – słynne Grand Prix Węgier. To tam maski opadły całkowicie, a walka o prymat przybrała formę otwartego sabotażu:

„Podczas kwalifikacji Fernando świadomie odmówił wyjazdu ze stanowiska przed garażem po zmianie opon, żeby przytrzymać Lewisa, który czekał w swoim bolidzie tuż za nim. Tym samym uniemożliwił mu wykonanie ostatniego okrążenia pomiarowego i utrzymanie pole position”.

Była to zemsta za wcześniejsze zignorowanie protokołu przez Hamiltona. Ten incydent udowodnił, że w McLarenie nie było już miejsca na strategię zespołową – liczyło się tylko to, by pogrążyć partnera z ekipy.

Fani F1 pamiętają Grand Prix Węgier jako moment krytyczny, ale „Aleja sukcesu” pokazuje, że to była tylko wierzchołek góry lodowej. To była reakcja łańcuchowa, której nikt w kierownictwie nie potrafił zatrzymać, bo ego poszczególnych osób stało się ważniejsze niż dobro firmy.

Finał tej historii znamy wszyscy – Kimi Räikkönen rzutem na taśmę zdobył tytuł, korzystając z faktu, że kierowcy McLarena byli zbyt zajęci zwalczaniem siebie nawzajem. Priestley punktuje to brutalnie, wyciągając lekcje, które można przenieść z toru wyścigowego prosto do świata biznesu:

„Zaprzepaściliśmy jeden z elementów niezbędnych do zwycięstwa i w rezultacie… sięgnęło po nie Ferrari”.

„Aleja sukcesów” to nie jest tylko zbiór anegdot. To analiza tego, jak wielkie pieniądze, ogromne ego i brak spójnej komunikacji potrafią doprowadzić do „wyszarpania porażki” z rąk niemal pewnego sukcesu. Nawet najlepsi specjaliści na świecie nie dowiozą wyniku, jeśli zaczną ze sobą walczyć.

Zamów książkę w naszej księgarni sportowej na www.labotiga.pl

Fot. Rick Dikeman/Wikimedia Commons