Reprezentacja Kamerunu na włoskim mundialu w 1990 roku sprawiła niespodziankę, gdy w meczu otwarcia turnieju pokonała 1:0 broniących mistrzowskiego tytułu Argentyńczyków na San Siro, a potem wyszła z Grupy B z pierwszego miejsca i wyeliminowała w fazie pucharowej Kolumbię z René Higuitą i Carlosem Valderramą w składzie.
Wówczas Nieposkromione Lwy wniosły na największą piłkarską scenę nieprzewidywalność i czerpały radość z gry, co było widać podczas „cieszynek” weterana boisk, Rogera Milli, tańczącego przy narożnych chorągiewkach po strzelonych golach.
Ich rywalem w ćwierćfinale MŚ byli Anglicy, których lot do Neapolu, odpoczynek przed starciem z Kamerunem i przebieg meczu opisał Paul Gascoigne w książce „Szalona ósemka. Autobiografia”:
„Gdy zaczynałem latać, często udawało mi się namówić pilota, żeby pozwolił mi usiąść u niego w kokpicie. Możliwość poznania gościa, w ręce którego oddaję moje życie, zawsze nieco mnie uspokajała. Oczywiście działało to przy założeniu, że trafię na porządnego faceta, ale jakoś nigdy się pod tym względem nie zawiodłem. Teraz tak się już nie da. Szkoda.
Siedząc w kokpicie i widząc pilota – wiedząc, że nie postanowił rozbić samolotu – potrafiłem całkowicie się rozluźnić.
Pewnego razu na pokładzie samolotu do Neapolu, podczas finałów mistrzostw świata we Włoszech i przed ćwierćfinałowym meczem z Kamerunem, spowodowałem, że maszyna zeszła z kursu.
– Jak tu się skręca w prawo? – zapytałem pilota, gdy mieliśmy zacząć schodzenie.
– Tamtym małym pokrętłem, trzeba je przekręcić – wyjaśnił.
– A mogę troszkę skręcić?
– Skręcaj, ale tylko troszeczkę.
– Świetnie! – ucieszyłem się.
Nie umiałem jednak oprzeć się pokusie. C**j z tym, pomyślałem, i odbiłem mocno w prawo.
Reszta drużyny siedziała z tyłu, skąd dobiegł mnie krzyk Chrisa Waddle’a:
– Wywalcie Gazzę z pieprzonego kokpitu! Natychmiast!
(…)
Nazajutrz relaksowaliśmy się nad basenem, korzystaliśmy z dnia odpoczynku przed nadchodzącym ćwierćfinałem z Kamerunem w Neapolu. Jim Rosenthal, reporter ITV, który towarzyszył nam podczas jakiegoś turnieju, błędnie sądził, że mam akurat urodziny, więc na oczach całego zespołu wręczył mi olbrzymi tort czekoladowy. Chwilę później Chris Waddle przywalił mi tym tortem w twarz. Nie pozostało mi nic innego, jak stwierdzić, że:
– Uwielbiam tort czekoladowy!
Jeden z naszych skautów, doświadczony trener Howard Wilkinson, poinformował nas, że z Kamerunem uporamy się bez trudu. Dotychczas byli niespodzianką tego turnieju, w pierwszym meczu wygrali z Argentyną, a jedną z gwiazd tych finałów został ich 38-letni napastnik, Roger Milla. Duża część ich podstawowych zawodników nie mogła grać z powodu kartek, więc Howard stwierdził, że mamy niemalże wolny los do półfinału.
Kiedy ten mecz już się skończył, Chris Waddle siedział w szatni z Bobbym Robsonem i cały zlany potem mówił:
– Trenerze, koniec z pieprzonymi wolnymi losami. To był najtrudniejszy mecz w moim życiu!
Zaczęliśmy nieźle, David Platt strzałem głową wyprowadził nas na 1:0, jednak w przerwie Bobby nie był zadowolony.
– Grajcie tak dalej, a przegramy ten mecz.
Miał rację. Ani się obejrzeliśmy, jak sędzia dyktował jedenastkę dla Kamerunu, ponieważ sfaulowałem Rogera Millę w polu karnym. Zapewniam, że w tamtym momencie chciało mi się płakać, byłem zdruzgotany. Potem przez naszą obronę przebił się Ekéké i dał prowadzenie 2:1 Kameruńczykom. Znaleźliśmy się w bardzo trudnej sytuacji, a ja byłem w szoku. Na dziesięć minut przed końcem Gary Lineker wywalczył dla nas karnego, który pozwolił nam wyszarpać dogrywkę.
Znów jakimś sposobem znalazłem w sobie resztki sił, by podać do Linekera, który uzyskał jeszcze jeden rzut karny. Wpakował piłkę do bramki, a potem zdołaliśmy utrzymać wynik 3:2 już do końca. Genialny rezultat, ale jakże ciężko wypracowany – od tamtej pory minęło wiele lat, a ja nadal uważam, że w tamtym meczu pokazaliśmy więcej serca i odwagi niż w którymkolwiek innym starciu”.
Książka „Paul Gascoigne. Szalona ósemka. Autobiografia” dostępna na www.labotiga.pl
Fot. Mirrorpix