Zwycięstwo Polski 5:1 nad Peru odniesione 22 czerwca 1982 roku w La Coruñi okazało się punktem zwrotnym dla drużyny Antoniego Piechniczka

Efektowna wygrana poprawiła humory w drużynie Biało-Czerwonych przed kolejnymi ważnymi starciami z Belgią i ZSRR w drugiej rundzie zmagań o Puchar Świata. Polacy odpowiedzieli wtedy na krytykę dziennikarzy w najlepszy możliwy sposób, o czym wspomnieli ówczesny selekcjoner drużyny narodowej i jego zawodnicy w książce „Antoni Piechniczek. Bezkompromisowa biografia”:

„Piechniczek:

– Po dwóch bezbramkowych remisach prasa chciała nas pożreć. Uznano, że to najsłabsza grupa, bo w jej meczach nie padały gole [w czterech pierwszych padły tylko dwa – przyp. aut.]. Jakby średnia goli decydowała o poziomie gry. Niektórzy przestali pamiętać, że w stawce były aż trzy drużyny, które znalazły się w najlepszej ósemce poprzednich mistrzostw świata. Czy to nie ironia losu, że to właśnie z tej grupy wyszli późniejsi mistrzowie świata i zdobywcy trzeciego miejsca?

Ale dziennikarze skupiają się na tym, że w dwóch meczach Polska nie zdobyła nawet jednej bramki. Dostaje się Bońkowi, który miał być asem atutowym, a na razie nie potrafi tego pokazać. Po latach Piechniczek przyzna, że czas między meczami z Kamerunem i Peru był najtrudniejszy w jego trenerskiej karierze:

– Przed meczem z Peru podchodzili do mnie różni ludzie i mówili: Pokaż, że masz jaja, i posadź Bońka na ławce rezerwowych.

Inni chcieli więcej:

– Posadź go na trybunach.

Komentator Janek Ciszewski przyszedł pierwszy do mnie do pokoju. Odpiął protezę i zapytał, czy poczęstuję go jakimś dobrym trunkiem. Nalałem mu szklaneczkę whisky, a on do mnie tak:

– Wiesz co, Antek? Ja na razie o tobie źle w telewizji nie mówię, ale muszę dbać o własny tyłek. Na twoim miejscu zrezygnowałbym z Bońka.

Odpowiedziałem mu:

– Jasiu, na szczęście to ja decyduję. Zbyszka zawsze można posadzić na ławce, ale wtedy na pewno stracimy go na zawsze. A to nie jest przecież facet, z którego można łatwo zrezygnować. Jeśli wygramy z Peru, zobaczysz, że wszystko się zmieni.

(…)

Przed meczem z Peru żona przekazuje Piechniczkowi prośbę swojego brata, który pracował w Hucie Batory:

– Antek! Ludzie w hucie mówią, żebyś zdjął wreszcie ten garnitur, który zakładasz na mecze, i przebrał się w dres. Garnitur przynosi pecha. Jak założysz dres, na pewno będzie lepiej.

Piechniczek:

– Posłuchałem i pomogło!

Selekcjoner decyduje się na kilka poważnych zmian w składzie. Wciąż stawia na Bońka, ale przesuwa go do ataku. Jego miejsce w drugiej linii zajmuje dotychczasowy rezerwowy Janusz Kupcewicz. Jako defensywny pomocnik wraca też Waldemar Matysik.

Piechniczek:

– Każdy trener powinien mieć w składzie kilku piłkarzy, którzy są na tyle uniwersalni, że potrafią grać na kilku pozycjach. Boniek, który czyta grę doskonale, jest klasycznym tego przykładem. W Hiszpanii nie szło mu w środku pola. Zdecydowałem, że z Peru zagra w ataku. Ucieszył się faktem, że wystąpi w tym meczu.

Boniek:

– Kiedy człowiek jest w formie, może grać na każdej pozycji. W Juventusie cały czas grałem jako wysunięty pomocnik, ale kiedy trzeba było, to i w obronie mogłem zagrać. Zdarzało mi się to i w Romie, i wcześniej, w Widzewie. To kwestia chęci, woli, zaangażowania, poświęcenia. Kiedy słyszę, jak zawodnik mówi: Trener wystawił mnie na lewej pomocy, a na prawej byłbym lepszy, to jest zwykła ściema.

Piotr Czaja, trener bramkarzy:

– Mecz z Peru był najtrudniejszym momentem mundialu w Hiszpanii. Wtedy wszystko się ważyło. Tim, trener Peru, opowiadał, że nawet jeśli ktoś ich obudzi w środku nocy, to z Polską i tak wygrają. To spotkanie odblokowało nas psychicznie, ten mecz zaczął budować naszą pewność. Po starciu z Peru w drużynie zaczęła się rodzić dobra atmosfera.

WAŁ DLA REDAKTORÓW

Lato:

– Kiedy Boniek strzelił bramkę Peruwiańczykom, od razu poleciał do trybuny głównej, na której siedzieli polscy dziennikarze, i krzyknął: »A teraz pocałujcie mnie wszyscy w dupę«. I pokazał im wała.

– Odreagowałem – wspomina Boniek. – Media były w rękach propagandy. Wyżywały się na mnie, bo byłem symbolem tej drużyny. Bardzo mnie bolało, gdy mówili, że Bońkowi nie zależy już na kadrze, bo podpisał kontrakt z Juventusem Turyn. Jak się obronić przed takim stwierdzeniem? Ale właściwie dobrze się stało. Dzięki temu narastała we mnie sportowa złość. Było nerwowo, ale w piłce musi być taka atmosfera, bo jak jej nie ma, to się z nikim nie wygra”.

W tamtym meczu z Peru reprezentacja Polski zaczęła przypominać „Orły” Kazimierza Górskiego, które zszokowały piłkarski świat na boiskach RFN w 1974 roku, grając skuteczną, nowoczesną i piękną dla oka piłkę. W następnym spotkaniu z Belgią Polacy rozegrali znakomity mecz i pokonali ich 3:0 po hat tricku ustrzelonym przez Zbigniewa Bońka.

Książka „Antoni Piechniczek. Bezkompromisowa biografia”, podobnie jak inne tytuły Wyd. SQN związane z tematyką piłkarskich MŚ, m.in. „Wita państwa Dariusz Szpakowski” czy „Potęga i chwała. Nieznana historia mistrzostw świata” są dostępne na www.labotiga.pl

Foto: Zdjęcie pochodzi z prywatnego archiwum Dariusza Szpakowskiego; wszelkie prawa zastrzeżone