Jednak rzeczywistość nijak miała się do tego, co mówili zawodnicy Pawła Janasa, którzy pożegnali się z mistrzostwami świata po trzech meczach fazy grupowej, tak samo jak ekipa Jerzego Engela. W meczu o honor bohaterem Polaków został Bartosz Bosacki, o czym wspomniał Leszek Jarosz w drugim tomie „Historii mundiali”:
„Na meczu z Ekwadorem w Gelsenkirchen było około 30 tysięcy Polaków, którzy stworzyli niezapomnianą atmosferę. Doping fanów nie poniósł jednak piłkarzy i właściwie już w pierwszym meczu, rozgrywanym pierwszego dnia mistrzostw, przegrali w łatwej grupie wszystko. Skończyło się na 0:2, gole dla Ekwadoru strzelili Carlos Tenorio w 24. i Agustín Delgado w 80. minucie. Zmiennicy Ireneusz Jeleń i Paweł Brożek mieli dobre sytuacje (poprzeczka i słupek), ale drużyna Pawła Janasa wyglądała na nieprzygotowaną do turnieju. Co poszło nie tak? – pytano, bo kilka miesięcy wcześniej wygraliśmy z Ekwadorem 3:0 deszczowy sparing w Barcelonie. Michał Kołodziejczyk w numerze 5 „Kopalni” opisywał, jak w Gelsenkirchen przy stanie 0:1 Kamil Kosowski zmieniał Jacka Krzynówka i co mówił wtedy trener Janas: „Polecenie dostałem krótkie: »Ku**a, zrób coś« – wspomina Kosowski”. Symbolem polskiej klęski był fakt, że Janas, zamiast przyjść na konferencję prasową, wysłał na nią kucharza Tomasza Leśniaka.
W drugim meczu, w Dortmundzie z Niemcami, polskich kibiców siłą rzeczy było mniej, bo bilety wykupili miejscowi, ale na trybunach znów panowała doskonała atmosfera. Agencje pisały ze zdumieniem: „Po ponurych ostrzeżeniach, że spotkanie gospodarzy z ich wschodnimi sąsiadami będzie naznaczone chaosem i przemocą, niemieccy i polscy kibice na Westfalenstadion w Dortmundzie zaprezentowali mundialowi w 2006 r. kolejną niespodziankę”. Genialnie prezentował się Artur Boruc w bramce. Jego kapitalne, rewelacyjne parady pozwoliły nam przetrwać aż do 90. minuty. Wtedy Klose (głową) i Ballack (dobijając) strzelili w jednej akcji dwa razy w poprzeczkę. Ale w następnej błąd popełnił Dariusz Dudka, który wszedł na lewą obronę za Michała Żewłakowa. Niemiecki rezerwowy David Odonkor wyprzedził Polaka i podał do kolejnego zmiennika, Olivera Neuville’a, a ten z bliska pokonał Boruca. Punktem zwrotnym meczu była czerwona kartka dla Radosława Sobolewskiego w 75. minucie, pierwsza dla Polski w historii mundiali, bo to po niej Niemcy ruszyli do zmasowanego ataku.
Znowu, jak cztery lata wcześniej w Korei, ostatni mecz w grupie za graliśmy o honor. W Hanowerze pokonaliśmy Kostarykę 2:1, znowu przy biało-czerwonych trybunach, choć w 24. minucie po złym ustawieniu muru i uderzeniu Rónalda Gómeza zaskoczony Boruc musiał wyciągać piłkę z siatki. Na szczęście potem po rzutach rożnych dwie bramki – jedyne dla nas na niemieckim turnieju – zdobył obrońca Bartosz Bosacki. A pierwotnie wcale miał na MŚ nie jechać – nie znalazł się w zgłoszonej do FIFA kadrze, w ostatniej chwili zastąpił Damiana Gorawskiego, który nie przeszedł badań lekarskich. Polska odpadła, choć jej kibice wygrali, powszechnie uznawani za najlepszych ze wszystkich”.
Dziś mija 20. rocznica dubletu ustrzelonego przez stopera Lecha Poznań, Bartosza Bosackiego, w Hanowerze.
Dwuksiąg „Historia mundiali”, podobnie jak inne książki związane z MŚ, takie jak m.in. „Potęga i chwała. Nieznana historia mistrzostw świata”, „Paul Gascoigne. Szalona ósemka. Autobiografia”, „Wita państwa Dariusz Szpakowski”, „Grzegorz Lato. Król mundiali”, „Antoni Piechniczek. Bezkompromisowa biografia” czy „Paul Gascoigne. Szalona ósemka. Autobiografia” są dostępne na www.labotiga.pl
Foto: Roger Goraczniak/Wikimedia Commons/CC-BY-3.0