Dlaczego reprezentacja Polski poległa na mundialu w 2002 roku? Dariusz Szpakowski w autobiografii stawia diagnozę klęski biało-czerwonych w meczach z Koreą Południową i Portugalią.

Dlaczego reprezentacja Polski poległa na mundialu w 2002 roku? Dariusz Szpakowski w autobiografii stawia diagnozę klęski biało-czerwonych w meczach z Koreą Południową i Portugalią.

„Engel traktuje zawodników jak dorosłych facetów. Jeśli przychodzą do niego i mówią, że chcą iść na piwo, to nie wciela się w rolę nauczyciela z podstawówki. Dlatego piłkarze mu ufają. Wiedzą, że w kadrze panują określone zasady i trzeba się do nich stosować. A kiedy przychodzą dobre wyniki i awans staje się coraz bardziej realny, zaczynają rozumieć, że z Engelem warto żyć dobrze. Selekcjoner ma swój ranking. Mówi wprost, że na każdej pozycji w drużynie panuje określona hierarchia i jeśli ktoś zajmuje pierwszą pozycję, jest zdrowy, gra w klubie, to ma zagwarantowane występy w kadrze.

Problem pojawia się dopiero w chwili, gdy Engel rezygnuje z powołania na mundial Tomasza Iwana. Jeden z najważniejszych piłkarzy nie leci na mistrzostwa świata, bo selekcjoner uważa, że ktoś, kto nie gra regularnie w klubie, nie może być gotowy na wielki turniej. Grupa towarzyska jest w żałobie. Wtedy coś w tej drużynie pęka.

Oczywiście absencja Iwana to nie jedyny problem. Lecimy do Azji po szesnastoletniej nieobecności na światowym czempionacie, nie mamy więc doświadczeń, do których możemy sięgnąć. Odnoszę wrażenie, że piłkarze zadowolili się samym awansem i chcą go skonsumować od strony finansowej, zanim zacznie się poważne granie. Proporcje zostają odwrócone – zamiast myśleć o wielkim sukcesie sportowym, drużyna chce dyskontować wygrane eliminacje. Kiedy siedzimy w samolocie lecącym do Korei, jeden z naszych gwiazdorów rzuca do Jerzego Pronobisa, którego firma zajmowała się dystrybucją biletów i organizacją wyjazdów i wczasów: „Zabukuj mi coś na Malediwy po fazie grupowej”. Nie wierzę własnym uszom. Niestety, to nie żart.

W moim odczuciu tylko Engel jest optymistą. Chyba nadmiernym, bo w przypływie poeliminacyjnej euforii rzuca, że lecimy na mistrzostwa świata po złoto. Ktoś mógł to uznać za butę czy – co gorsza – odlot. Tymczasem takie stwierdzenia wynikają z natury Jurka. Dla niego naprawdę nie ma rzeczy niemożliwych. Oczywiście nadmierny optymizm może przysłonić realne problemy, a z takimi zaczął się zmagać zaraz po awansie do mistrzostw świata.

Ciśnienie na dobry wynik szybko staje się nie do zniesienia, balon zaczynają dmuchać właściwie wszyscy: media, piłkarze, sam selekcjoner. Szaleństwo nakręca się do niebotycznych rozmiarów. A w takich okolicznościach łatwo o utratę czujności. Nie dostrzegasz wtedy różnych rzeczy, które dzieją się wokół ciebie. Engel przez całe eliminacje urósł razem z reprezentacją, całkiem zasłużenie miał swoje chwile chwały. Stworzył upragnioną przez kibiców tożsamość kadry. Potrafił zainteresować piłką Polaków, bo przywrócił im wiarę w to, że futbol znad Wisły może coś znaczyć. Ale kiedy szedł na wywiad do „Vivy”, to zmieniał się w człowieka, który mówi do gospodyń domowych i celebrytów”.

***

Fragment pochodzi z książki sportowej Dariusza Szpakowskiego i Przemysława Rudzkiego „Wita państwa Dariusz Szpakowski”, która w serii SQN Originals w twardej oprawie i z autografami autorów dostępna jest wyłącznie w sportowej księgarni internetowej www.labotiga.pl

Fot. prywatne archiwum Dariusza Szpakowskiego