Christian Horner i Geri Halliwell tworzą jedną z najbardziej rozpoznawalnych par w świecie show biznesu, ale początki ich znajomości były dalekie od romantycznych. Była gwiazda Spice Girls kibicowała Markowi Webberowi i nie kryła oburzenia tym, jak jej zdaniem zespół Red Bull Racing traktował Australijczyka w rywlizacji z Sebastianem Vettelem. Podczas jednego ze spotkań postanowiła osobiście wygarnąć szefowi austriackiego zespołu, co myśli o faworyzowaniu niemieckiego kierowcy. Horner nie krył zaskoczenia, a świadkiem całej sceny był rozbawiony Martin Brundle.
Fragment ![]()
Lubiłem Marka, to był fajny gość i w większości spraw świetnie się dogadywaliśmy. W szczególności dobrze nam się pracowało na początku jego przygody z Red Bullem, gdy założyliśmy juniorską ekipę GP3 (później Formuły 3) pod nazwą MW Arden (gdzie MW oznaczało Marka Webbera), startującą na licencji australijskiej. Jakoś gdy w 2007 roku podpisywał z nami kontrakt, inne zespoły się o niego nie biły. Na tam tym etapie jego największym osiągnięciem było trzecie miejsce w Grand Prix Monako 2005, więc można powiedzieć, że nie był kierowcą sprawdzonym. Ja chciałem jednak na niego postawić, a on przez siedem lat wygrał dla nas 9 wyścigów, 13 razy sięgnął po pole position i 41 razy stawał na podium. W klasyfikacji mistrzostw świata kierowców zajmował trzecie miejsce w sezonach 2010, 2011 i 2013. Spędził u nas udany czas. Kłopot polegał między innymi na tym, że zdawał się lubić atmosferę konfliktu. Część jego skarg i zażaleń była uzasadniona, inne były jednak wydumane, natomiast wszystkie wywoływały problemy.
Gdy ja się zastanawiałem, jak przekazać mu te wieści, Mark układał już własne plany. Jeszcze zanim został kierowcą Red Bulla, ścigał się w Le Mans i długodystansowych mistrzostwach świata FIA w najwyższej wówczas klasie GT1 w barwach Mercedesa. Gdy w 2013 roku Porsche poinformowało o swym powrocie do wyścigów samochodów sportowych, skontaktowali się z Markiem z propozycją startów w przyszłym sezonie w długodystansowych mistrzostwach świata FIA. On tę ofertę przyjął, ale poinformował o tym tylko Dietricha, zobowiązując go do zachowania całej sprawy w tajemnicy. Ja dowiedziałem się o wszystkim z konferencji prasowej przed Grand Prix Wielkiej Brytanii. Było to zresztą całkowite zaskoczenie dla całego naszego zespołu. Po części mnie to wkurzyło, a po części czułem się smutny i zawiedziony. Przekazanie takiej informacji za pośrednictwem mediów kojarzyło mi się z całkowitym brakiem szacunku. Nie zmienia to jednak faktu, że od następnego sezonu planowaliśmy wystawiać Daniela Ricciardo, więc Mark uratował mnie przed trudną rozmową. Uznałem, że mam do stoczenia jeden pojedynek mniej.
Spore zmiany zachodziły również w moim życiu osobistym. Nie ulegało wątpliwości, że Beverley i ja oddalaliśmy się od siebie. Na tym etapie nasz związek sprowadzał się już co najwyżej do czułej przyjaźni i oboje rozumieliśmy, że tego, co nas kiedyś połączyło, już po prostu nie ma. Nigdy się nie pobraliśmy, choć mieliśmy razem córkę, Olivię. Nasz związek stopniowo wygasał, utrzymaliśmy natomiast przyjazne relacje. Zależało mi na zabezpieczeniu przyszłości Beverley i Olivii, więc kupiłem im dom w Cotswolds, gdzie nasza córka mogła dorastać w stabilnych warunkach. Przez wiele lat wychowywaliśmy ją wspólnie w zgodzie. Gdy nie jeździłem akurat na wyścigi, Olivia mieszkała ze mną, a ważne i przełomowe momenty w jej życiu zawsze celebrowaliśmy razem z Beverley. Olivia dojrzewała i fakt, że mama i tata nie tworzyli pary, był dla niej normalną okolicznością życiową, nie wyprowadzał jej z równowagi ani nie wzbudzał negatywnych emocji. Jej życie miało po prostu nieco inny rytm. Beverley i ja ruszyliśmy stopniowo we własne strony, jednak przez cały czas skupialiśmy się na Olivii.
Rok później rozpoczął się mój związek z Geri Halliwell. Poznaliśmy się bliżej przy okazji Grand Prix Monako w 2010 roku, gdzie ona i jej chłopak pojawili się jako goście Berniego. (Bernie często oprowadzał gości VIP po polach startowych, i to zwykle wtedy, gdy ekipy wyścigowe miały najwięcej pracy przy samochodach). Na pierwszy rzut oka było widać, że znalazła się w swoim żywiole. Ojciec Geri zawodowo zajmował się sprzedażą samochodów i gdy była jeszcze mała, zabierał ją na wyścigi wraków, więc motorsportem zainteresowała się na długo przed tym, zanim poznała mnie. Po raz pierwszy zwróciłem na nią uwagę, gdy przechodziła obok samochodów. Rozmawiałem akurat z Ronem Dennisem i Eddiem Jordanem. W latach 90. Spice Girls były dosłownie wszędzie. Sam pośrednio skorzy stałem z ich sławy jako kierowca, ponieważ moim sponsorem była firma Elisabeth the Chef. Oferowana przez nią linia tortów i wypieków z motywami nawiązującymi do Spice Girls cieszyła się takim powodzeniem, że część zysków piekarnia mogła reinwestować w sponsoring. Pamiętałem również wywiad radiowy, którego Geri udzieliła przed laty. Słuchałem go, jadąc przez Londyn Renault Clio, samochodem udostępnionym mi w okresie, gdy byłem związany z Formułą Renault. Opowiadała z pasją o tym, jak zasuwała w pięciu różnych miejscach, by móc zostać gwiazdą muzyki pop. Podziwiałem tę jej nieustępliwość.
Bernie i Geri zbliżali się do mnie. Wyglądało to tak, jak gdy by on przedstawiał ją kolejnym napotkanym osobom.
– A to Ron – powiedział, gdy szef McLarena zaprezentował promienny uśmiech.
Geri ucałowała go w oba policzki.
– To jest Eddie – rzekł następnie Bernie, przedstawiając jej byłego lidera ekipy Jordan Grand Prix.
– Nie wierzę, że spotykam jedną ze Spice Girls! – roześmiał się Eddie.
Jego Geri też ucałowała.
Nadeszła moja kolej.
– To Christian, z Red Bulla – przedstawił mnie Bernie.
– Cześć – powiedziała Geri, wyciągnęła rękę i mocno uścisnęła mi dłoń, po czym ruszyła dalej.
Hm, to było dziwne, pomyślałem. Ta wymiana uprzejmości przybrała nieoczekiwanie chłodny charakter, a ja nie miałem zielonego pojęcia, dlaczego tak się stało.
Dowiedziałem się dopiero kilka lat później, gdy zostałem zaproszony na imprezę charytatywną w Highclere Castle (miejscu, w którym kręcono większość scen do serialu Downton Abbey). Plan dnia zaczynał się od strzelania do glinianych rzutków, po którym przewidziano elegancki lunch. Na miejscu okazało się, że przydzielono mnie do grupy z Martinem Brundle’em, Lisą, byłą żoną Rona Dennisa, oraz Geri Halliwell. Powiedziała mi, że jej brat jest wielkim fanem wyścigów i kibicuje Markowi Webberowi, dodając, że doskonale orientuje się w jego ciągnących się zatargach z Sebastianem Vettelem. Niespecjalnie kryła się z tym, kogo popiera w tym sporze.
– No więc byłam w waszym garażu w Monako – ciągnęła Geri – i muszę ci powiedzieć, że to, jak bardzo faworyzujecie tego Niemca… to w ogóle jest fair?
Stałem tam i pozwalałem jej powiedzieć, co ma do powiedzenia, zastanawiając się: Czy ja naprawdę daję się właśnie łajać Ginger Spice?
Geri jeszcze nie skończyła.
– Musicie dać Markowi taki sam sprzęt, jaki dajecie temu drugiemu…
No to dostałem swoje potwierdzenie: to był ochrzan. Za nami stał Martin, który nie mógł powstrzymać śmiechu. W końcu i ja się uśmiechnąłem.
– A przyszło ci kiedyś na myśl, że ten drugi jest po prostu odrobinę… szybszy?
Geri ta sugestia w ogóle się nie spodobała. Zrobiła krzywą minę i sobie poszła, zostawiając mnie rozbawionego.
– Jasna cholera – rzekł Martin. – Właśnie zostałeś zbesztany przez Spice Girl.
W miarę jak przechodziliśmy na kolejne stanowiska strzeleckie, chłód w naszych relacjach powoli ustępował. Dotrwaliśmy do końca strzelania i nikt nikogo nie zabił. Na koniec Geri zrobiła telefonem zdjęcie naszego zespołu i chciała rozesłać je każdemu z nas. Czy mógłbym jej podać mój adres e-mail?
Cóż, może to oznacza, że zapanował między nami rozejm?, pomyślałem.
Później, gdy jedliśmy lunch w towarzystwie Rogera Taylora, perkusisty Queen, oraz Richarda Jonesa ze Stereophonics, dzięki Geri natychmiast wszyscy się rozluźniliśmy. Żartowała z Richarda i jego tatuażu na szyi – pytała go, dlaczego postanowił wydziarać tam sobie własne imię (odpowiedź brzmiała: „Nie wiem”). Od tego momentu rozmowa kleiła się już sama. Geri miała tę naturalną pewność siebie i otwartość na innych, dzięki którym wszystkich traktowała tak samo: członków rodziny królewskiej i zamiataczy ulic. To, co zobaczyłem, idealnie wpisywało się w wizerunek osoby, która w 1997 roku uściskała Nelsona Mandelę, a później w tym samym roku kompletnie zignorowała protokół ceremonialny, klepiąc w pośladek księcia (a obecnie króla) Karola.
Potem każde z nas wróciło do własnych spraw, a ponownie nawiązaliśmy kontakt po Nowym Roku. Ewidentnie była między nami chemia. Pamiętam, jak na pierwszej randce, przy kolacji, spojrzałem na zegarek i z zaskoczeniem stwierdziłem, że rozmawiamy od wielu godzin. Chwilami czułem się tak, jak gdyby w restauracji nie było nikogo oprócz nas. Odprowadziłem Geri do jej samochodu i zauważyłem, że ma na desce rozdzielczej trzy różne nawigacje satelitarne. Z zewnątrz auto wyglądało jak po wyjeździe ze strefy wojennej, nie wiem, czy choć jeden element karoserii był tam niewgięty. Jej samochód wyglądał niczym Sokół Millennium.
Pracowałem w Formule 1, ale wtedy nie wiedziałem jeszcze, jak wyglądają realia życia celebryty. To miało się zmienić dopiero wraz z pojawieniem się Formuły 1. Jazda o życie Netflixa. Geri mieszkała w dzielnicy Londynu słynącej jako zagłębie paparazzich, co po części zawdzięczała zapewne takim sąsiadom jak Liam Gallagher, Jude Law czy Kate Moss. Którejś wiosennej niedzieli wybraliśmy się na spacer. Ktoś czaił się na nas za przyciemnionymi szybami samochodu, trzymając w gotowości aparat z teleobiektywem.
Tak oto z ostatnich stron tabloidów trafiłem na ich czołówki, czyli do zupełnie innego świata.
Foto: Brian Minkoff/London Pixels/Wikimedia Commons/CC-BY-SA-4.0