Paweł Zagumny był jednym z najinteligentniejszych polskich siatkarzy. Pełnił funkcję kapitana reprezentacji Polski, w której rozegrał grubo ponad 400 meczów i zdobył z nią złote medale mistrzostw świata, Europy i Ligi Światowej.

W karierze klubowej również kolekcjonował krążki i trofea. Był częścią niezwykle utalentowanej drużyny ZAKS-y Kędzierzyn-Koźle. Dwukrotnie sięgnął z nią po Puchar Polski, ale nie był w stanie wygrać tytułu mistrzowskiego w rodzimej lidze. Najbliżej realizacji tego celu był w sezonie 2012/2013, o czym wspomniał Emil Kaczalski w książce wydanej w ramach SQN Originals „ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Definicja mistrzostwa”

„Ostatnia prosta dzieliła cały klub od wymarzonego złota. W finale czekało na ZAKSĘ starcie z obrońcami tytułu, Asseco Resovią Rzeszów. Patrząc wstecz, skład zespołu z Podkarpacia, który pokonał Skrę Bełchatów w ćwierćfinale i sensację sezonu Delectę Bydgoszcz w półfinale, nie był dużym zaskoczeniem. Byli to dobrze znani zawodnicy z pokaźnym doświadczeniem. Ale gdy spojrzało się na ich wyniki z sezonu, można było poczuć, że w Rzeszowie coś nie grało tak, jak powinno. Dobre występy były przeplatane słabszymi, a indywidualności często wyciągały drużynę z tarapatów, kiedy grali z niżej notowanymi przeciwnikami. Pomimo wyjścia z grupy w Lidze Mistrzów odpadli po pierwszej fazie play-off. Wszystkie te aspekty zdawały się grać na korzyść ZAKSY. Mimo widocznej przewagi nie brakowało ekspertów podkreślających ten nieuchwytny rozmach, jakiego Resovia nabierała w końcówce sezonu. Zmagania w starciach ze Skrą i Delectą wymagały od niej wielkiej wytrzymałości. Każda dotkliwa porażka i każde zwycięstwo okupione ogromnym wysiłkiem hartowały zawodników z Rzeszowa niczym najtwardszą stal. Styl, jakim operowali, może nie był najbardziej okazały i z pewnością nie przypominał baletu, lecz potrafili wygrywać mimo bólu, zmęczenia i bez końca powracających przeciwności. Nauka wygrywania pomimo towarzyszącego mu cierpienia była czymś, czego nikt nie mógł im zabrać. Nauczyli się tego, a teraz pragnęli wciągnąć w to ZAKSĘ.

Za ich dążeniem do zwycięstwa stał kolejny i równie ważny motyw. Pragnienie odwetu za finał Pucharu Polski. W ich przekonaniu to właśnie im należał się wówczas ten tytuł. Owładnięci obsesją, przekonani o słuszności swojej sprawy, mieli na celu ugruntowanie swojej pozycji jako kolejnej siatkarskiej dynastii po erze Skry Bełchatów. Zdobycie Pucharu Polski przez ZAKSĘ było jak policzek wymierzony w ogromne ambicje majętnych włodarzy Asseco.

Seria była pełna zwrotów akcji, ZAKSA wygrała pierwszy mecz 3:0, Resovia odpowiedziała dwoma zwycięstwami, a potem ZAKSA wyrównała stan rywalizacji na 2–2, doprowadzając do decydującego spotkania w Hali Azoty. Zainteresowanie finałami sięgało zenitu, a wejściówki do Hal Azoty i Podpromie sprzedawały się jak świeże bułeczki. Mecz numer pięć okazał się chaotyczny, nerwowy i daleki od ideału technicznego. Zmęczenie sezonem, gra na trzech frontach, drobne urazy i kontrowersje sędziowskie sprawiły, że ZAKSA nie była w stanie pokazać pełni swojego potencjału. Choć był to zespół zbudowany na mistrza i – moim zdaniem – najlepszy technicznie w Europie, zabrakło stabilności w kluczowym momencie. Srebro przy Pucharze Polski i awansie do Final Four Ligi Mistrzów dla jednych było sukcesem, w innych budziło niedosyt, bo cel był jasno określony – złoto.

Sezon 2012/2013 pozostawił po sobie więcej pytań niż jednoznacznych odpowiedzi. Był dowodem ogromnego charakteru drużyny, ale objawił też brutalną prawdę sportu. Nawet gdy zrobisz wszystko dobrze, to czasem nie wystarcza. Szczególny wymiar miała ta porażka dla wówczas 35-letniego Pawła Zagumnego, u którego zegar kariery bił szybciej niż u innych i dla którego była to jedna z ostatnich realnych szans na mistrzostwo Polski. Defetyzm to zapewne zbyt mocne i nieadekwatne określenie, ale trudno nie dostrzec melancholii, która przebija się z kart autobiografii Pawła Zagumnego »Życie to mecz«. Szczególnie rozdział pod tytułem »Kędzierzyn-Koźle: nadzieje i przykre zakończenie« ukazuje bez zbędnych upiększeń, jak wyglądały lata spędzone w ZAKSIE, widziane oczami jednego z najlepszych rozgrywających świata. Mimo braku złota ten sezon nie był stracony – wyznaczył kierunek, zbudował fundament i potwierdził, że ZAKSA jest organizacją mistrzowskiego formatu. Teraz po zostawało już tylko jedno pytanie: kiedy nadejdzie jej złoty moment”.

Książka „ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Definicja mistrzostwa” jest dostępna na www.labotig.pl

Foto:  Grzegorz Jereczek/Wikimedia Commons/CC-BY-SA-2.0