„Nikt nie przygotowywał mnie na karierę, wywiady i telewizję. Ekran mnie peszył i nie potrafiłam swobodnie współpracować z mediami”, pisze Agata Wróbel w autobiografii „Ciężar życia”. Choć na swoim koncie ma nawet przygodę z radiem w roli współprowadzącej, najsłynniejsza polska sztangistka nigdy nie brylowała w mediach podczas sportowej kariery.
„Myślę, że miałam w życiu coś do powiedzenia, ale – tak jak na pomoście w pierwszej próbie – spalałam się, widząc czerwoną lampkę. Oznaczała dla mnie kłopoty. Byłam tak bardzo niepewna siebie, że mówiąc coś zwyczajnego, odnosiłam wrażenie, że wszyscy będą się ze mnie śmiali. Język mi się plątał, momentalnie zamykałam się w sobie”, zaznacza. Ta medialna blokada z pewnością sprawiała, że Agata nigdy nie dała się poznać kibicom taką, jaka jest w rzeczywistości.
Gdy po zakończeniu sportowej kariery w jej życiu pojawiły się perturbacje, relacje z mediami tylko się pogorszyły. Agata Wróbel poznała najczarniejszą stronę czwartej władzy, która w pogoni za sensacją kompletnie przestała zważać na to, że przekracza wszelkie granice. Gdy była sportsmenka wyjechała do Anglii i podjęła się pracy w sortowni śmieci, dziennikarze prześcigali się w tworzeniu sensacyjnych nagłówków.
„Lawina ruszyła. Zaczęło się – kolejne artykuły, telefony. Wróbel w śmieciach, żałosny upadek. Medalistka olimpijska na wysypisku – pisano. Pamiętam pewien artykuł zatytułowany »Agata Wróbel nie żyje«. I podtytuł »Tak, jak by chciała«”, czytamy we wspomnieniach „Ciężar życia” napisanych przez dwukrotną medalistkę olimpijską z Mateuszem Skwierawskim.
Historia mistrzyni sztangi, która z dnia na dzień zniknęła ze świata sportu, intrygowała media do tego stopnia, że niektóre redakcje posuwały się nawet do serwowania swoim odbiorcom historii zupełnie wyssanych z palca. Tak jak przełożony dziennikarza, który miał napisać, co Agata Wróbel robi na emigracji. Pracownik stworzył obraz tego, czego się dowiedział, bez żadnej sensacji.
„Wyszedł z tego nudny tekst – napisał, że po prostu wyjechałam z kraju i szukam szczęścia poza Polską, ale bez szczegółów. To było za grzeczne jak na tabloid, naczelnemu zabrakło w artykule pikanterii. Głowili się, jak to inaczej sprzedać, i w końcu znaleźli w bazie moje zdjęcie z ciemnoskórym facetem, gdy razem tańczyliśmy. Dorobili do tego historię: że się zakochałam, zostawiłam wszystko i wyjechałam za nim do Holandii”.
Lata płynęły i Agata Wróbel, choć czasem jej temat wracał na łamy dzienników czy anteny telewizyjne, pozostawała na uboczu. Do niedawna, gdy na początku 2025 roku okazało się, w jakich warunkach żyje. Tym razem, w dobie Internetu i w obliczu jeszcze bardziej przesuniętej granicy dobrego smaku, media nie zważały już właściwie na nic.
„Pod nasz dom przyjeżdżały ekipy telewizyjne. Ci ludzie pukali do drzwi, chodzili przy bramie, latali dronami nad dachem. Psy ciągle szczekały, a ja bałam się podejść do okna. Miałam ataki paniki, nie mogłam normalnie oddychać”, nakreśla obraz sytuacji Agata Wróbel. „W tamtym momencie chciałam się stamtąd wynieść, uciec jak najszybciej i jak najdalej. Przestałam nawet wychodzić na podwórko, bo ciągle ktoś kręcił się pod płotem. Czułam się obserwowana, jak w Big Brotherze. Ludzie przychodzili z aparatami i fotografowali nasze podwórko. Później widziałam te zdjęcia w internecie”.
Media prześcigały się w serwowaniu coraz to bardziej sensacyjnych nagłówków, komentujący nie hamowali się z wyrażaniem swoich, często niewybrednych, opinii w komentarzach. Skala pomocy Agacie Wróbel była ogromna, a ona dzięki zorganizowaniu zrzutki mogła spłacić komornika i z powrotem otrzymywać olimpijską emeryturę. Miało to jednak swoją cenę.
Zamów książkę sportową Agaty Wróbel i Mateusza Skwierawskiego „Agata Wróbel. Ciężar życia” w księgarni internetowej www.labotiga.pl
Fot. archiwum prywatne Agaty Wróbel