Jego rywalizacja z Petem Samprasem w latach 90. i na początku XXI wieku przeszła do historii tenisa.
Andre Agassi był zupełnym przeciwieństwem swojego rodaka zarówno na korcie, jak i poza nim. Wyróżniał się ubiorem, świetnym czytaniem gry i uderzaniem piłki z głębi. Pete zaś uwielbiał atakować ze środka kortu i grać, zwłaszcza na Wimbledonie serve and volley. Łączyło go z Agassim jedynie ofensywne nastawienie do gry.
Andre już jako niemowlak ćwiczył refleks:
„Agassi, nad którego kołyską wisiała tenisowa piłeczka, żeby mógł jak najszybciej ćwiczyć koordynację oko–ręka”.
Dzięki niej stał się jednym z najlepiej odbierających serwis przeciwników tenisistów. Ten ekstrawertyk podczas turniejów prezentował nieustępliwy styl. Był obdarzony największą intuicją zawodników ery Open, o czym dobitnie świadczy sytuacja z października 1998 roku, w którym wrócił do pierwszej dziesiątki rankingu, zmierzył się z Federerem w pierwszej rundzie turnieju Swiss Indoors. Wówczas Amerykanin ograł Szwajcara 6:3, 6:2, ale po meczu porozmawiał ze swoim trenerem, Bradem Gilbertem, któremu powiedział:
„Jasna cholera, ten dzieciak, Federer, sporo umie i naprawdę wkrótce będzie dobry”.
Jego słowa okazały się prorocze. Gracz z Bazylei zrobił zawrotną karierę, stał się niedoścignionym wzorem artyzmu na korcie i rywalem, z którym utytułowany Agassi – zdobywca Złotego Szlema – miał niewiele do powiedzenia, np. w starciu z Rogerem w Houston:
„W rozgrywanym do trzech wygranych setów finale zmiażdżył Agassiego 6:3, 6:0, 6:4. Andre, jeden z najlepiej returnujących zawodników w tourze, nie zdołał wywalczyć przeciwko podaniu Szwajcara choćby jednego break pointu!
Agassi nie rywalizował jednak na korcie od US Open, bo świętował narodziny swojej i Steffi Graf córki Jaz Elle. Gdyby nie lojalność względem McIngvale’a, być może w ogóle nie wystąpiłby w Houston. Andre cenił działalność charytatywną i przedsiębiorczego ducha teksańskiego biznesmena, a także wspieranie przez niego tenisa. Biorąc pod uwagę brak ogrania Agassiego, dojście do finału było świetnym wynikiem. Jego trener Darren Cahill był jak najbardziej zadowolony, dlatego zdziwił się, gdy zszedł do szatni i zobaczył, że jego podopieczny siedzi z głową skrytą w dłoniach.
– Nie odezwał się ani słowem – wspomina szkoleniowiec. – Nigdy go takim nie widziałem. Normalnie przyjmował porażki bez problemu, dwie–trzy minuty i było po sprawie. A wtedy siedział ze spuszczoną głową dwadzieścia albo i trzydzieści minut.
Cahill w końcu do niego podszedł, delikatnie położył mu dłoń na plecach i powiedział, że jest bardzo dumny z jego występu w Houston i że po prostu wpadł na Federera w niesamowitej formie.
– Ruszajmy dalej – zachęcał.
Agassi podniósł wzrok i odparł:
– Stary, nasz sport zmienił się na zawsze. Już nigdy nie będzie taki sam. Ten koleś wynosi go na zupełnie nowy poziom. Nie mieliśmy wcześniej do czynienia z takim poziomem.
Cahill osłupiał.
– Andre jest zazwyczaj pełen uzasadnionej pewności siebie, nieważne, co by się działo – tłumaczy. – Wielcy mistrzowie zawsze tak rozumują: »Posłuchaj, jeśli się ogarnę i pokażę swój najlepszy tenis, to ich wszystkich pokonam«. To była chyba pierwsza sytuacja, w której znana mi osobiście legenda tego sportu pomyślała sobie: »Kurczę, jeżeli ten gość będzie tak grał, nigdy go nie pokonam«.
Agassi miał wtedy 33 lata i wiedział, co mówi. Już nigdy nie wygra z Federerem, a ten głośny finał w Houston stanowił zapowiedź najbardziej zdominowanych przez jednego gracza sezonów w dziejach tenisa.
– Pete był świetny. Na serio, bez wątpienia. Ale do Pete’a dało się jakoś dobrać. Wiedziałeś, co musisz zrobić. Jeżeli dawałeś radę, mogłeś grać na własnych warunkach. Do Rogera nie da się dobrać. Wydaje mi się, że nie grałem przeciwko nikomu lepszemu – powiedział Agassi po finale”.
Amerykanin zawiesił rakietę na kołku w wieku 36 lat. Grał tak długo pomimo chronicznego bólu pleców. To on pokazał Rogerowi Federerowi, że długa, dająca spełnienie kariera na szczycie jest jak najbardziej możliwa.
Przytoczone fragmenty pochodzą z książki sportowej „Maestro. Piękna gra Rogera Federera”, która jest dostępna na www.labotiga.pl
Foto: Kingkongphoto/Wikimedia Commons; CC-BY-SA-2.0