Mimo to włodarze Liverpoolu postanowili sprowadzić na Anfield Egipcjanina i jak się później okazało, był to jeden z najlepszych ruchów transferowych w historii klubu z hrabstwa Merseyside.
Kryteria, którymi kierowała się ekipa The Reds przy wyborze Mo Salaha opisał Ian Graham w książce o piłce nożnej „Jak wygrać Premier League? Jak wypatrzyć gwiazdę, zanim zrobią to inni, w czym Lewandowski dorównuje Messiemu i Ronaldo”
Fragment książki:
W styczniu 2014 roku, w ogniu pierwszej od pięciu lat walki Liverpoolu o tytuł mistrzowski, próbowaliśmy pozyskać mało znanego skrzydłowego ze szwajcarskiego FC Basel. Miał ledwie 21 lat, a za sobą kilka doskonałych występów w Lidze Europy i Lidze Mistrzów. W statystykach wyglądał wspaniale, a Eddy nie miał wątpliwości, że wyrośnie na wielką gwiazdę. Kwota odstępnego jednak nieustannie rosła – na tyle mocno, że zacząłem odczuwać spory niepokój. Wszystko wskazywało na to, że musielibyśmy pobić transferowy rekord ligi szwajcarskiej o 50%, by ściągnąć do siebie Salaha.
Ostatecznie moje obawy nie miały już żadnego znaczenia. Bazylejczycy po prostu przestali odbierać nasze telefony. Przebiła nas Chelsea. Cena zdążyła już wzrosnąć do 12 milionów funtów, grubo ponad szwajcarski rekord. Wtedy jednak Manchester United zaoferował The Blues 40 milionów za Juana Matę. Mając do dyspozycji tak potężny budżet, Londyńczycy bez wahania zaoferowali Basel 20 milionów funtów, a Szwajcarzy zerwali z nami negocjacje. Kolejna porażka zaliczona na poczet doświadczenia.
Kariera Mo w Chelsea, prowadzonej wówczas przez José Mourinho, utknęła w martwym punkcie – spędził tam rok, siedząc głównie na ławce rezerwowych. W kolejnym sezonie wypożyczono go do Fiorentiny, a następnie do Romy, która ostatecznie go wykupiła. Londyńczycy zdołali co prawda prawie w całości odzyskać kwotę odstępnego, ale wcześniej musieli mu płacić, kiedy grzał ławę.
Co więcej, jest niemal pewne, że pokrywali również część jego zarobków podczas występów Egipcjanina we Włoszech. Ten nieudany transfer okazał się koniec końców ogromną stratą czasu i dla klubu, i dla samego zawodnika. Latem 2017 roku Liver pool ponownie stanął przed szansą pozyskania Mo – tym razem z Romy. Nie mieliśmy przy tym zbyt wielkiej konkurencji ze strony innych klubów Premier League: Salah „zawiódł” przecież w Chelsea, a nasi rywale nie chcieli ryzykować powtórzenia błędu Londyńczyków. My jednak wiedzieliśmy coś, co inne zespoły zdawały się ignorować mimo oczywistych dowodów: mnóstwo transferów nie wypala z wielu bardzo różnych powodów.
Skoro jego pobyt w Chelsea okazał się porażką ze względu na okoliczności, na które nie miał wpływu, istniała duża szansa, że na Anfield te problemy po prostu nie będą miały znaczenia. W londyńskim klubie musiał walczyć o miejsce na boisku z Edenem Hazardem, będącym wtedy gwiazdą światowego formatu. Inni skrzydłowi i ofensywni pomocnicy The Blues reprezentowali barwy narodowe Hiszpanii, Niemiec i Brazylii. Mo nie był zresztą jedynym wyjątkowym młodym talentem mającym problemy z regularną grą na Stamford Bridge – Kevin De Bruyne zaliczył w sezonie 2013/14 tak niewiele minut, że tuż przed transferem Salaha wypożyczono go do Wolfsburga.
Kiedy Mo pojawiał się na boisku w barwach Chelsea – co zbyt często się nie zdarzało – notował dobre występy, w pełni zgodne z naszymi prognozami opartymi na jego grze w Basel. Jego „porażka” sprowadzała się wyłącznie do problemów z wywalczeniem miejsca w składzie, a biorąc pod uwagę klasę konkurentów, z którymi musiał rywalizować o minuty, trudno było czynić mu z tego jakikolwiek zarzut.
Po odejściu z Chelsea do Włoch przez dwa i pół sezonu grał doskonale. Jego występy były bardzo wysoko oceniane przez nasze modele statystyczne, ale Egipcjanin wyróżniał się też w najbardziej podstawowych statystykach. W swoim ostatnim sezonie w Romie notował średnio 0,94 gola lub asysty na mecz – to imponująca wartość jak na kogoś, kto zazwyczaj nie gra na pozycji środkowego napastnika.
W 2017 roku pozyskaliśmy Mo za 37 milionów funtów. By umieścić tę kwotę we właściwym kontekście: podczas tego samego letniego okienka Arsenal ściągnął Alexandre’a Lacazette’a za 46,5 miliona funtów, Chelsea kupiła Álvaro Moratę za 58 milionów, zaś Manchester United wydał na Romelu Lukaku – kolejny „niewypał” z Chelsea – aż 75 milionów i kolejnych 15 w bonusach.
Wydawało mi się wręcz niewiarygodne, że w walce o podpis Mo mierzyliśmy się z tak znikomą konkurencją ze strony innych mocnych ekip Premier League. Kiedy zapytałem Eddy’ego, dlaczego żaden z ligowych rywali nie spróbował go przechwycić, odpowiedział bez wahania: interesowali się nim, ale nikt nie chciał ryzykować własnej reputacji dla gracza z łatką „transferowej wtopy”. W większości klubów opinie wciąż wygrywają z twardymi danymi, a uprzedzenia naszych konkurentów dały nam przewagę, która utrzymuje się do dziś.
Mo nie był w 2017 roku pierwszym wyborem Jürgena. Preferował raczej Juliana Brandta, utalentowanego młodego Niemca z Bayeru Leverkusen. Jednak na tle wielu innych za wodników, których rozważaliśmy – w tym i Brandta – Salah prezentował się zjawiskowo. Jego umiejętność napędzania akcji ofensywnych, czy to dzięki samodzielnemu wykańczaniu sytuacji, czy kreowaniu ich partnerom, zdecydowanie przewyższała statystyki pozostałych piłkarzy z naszej listy życzeń.
Moi klubowi koledzy zrobili wszystko, by przekonać Jürgena do ściągnięcia Egipcjanina. Jak sam Klopp później przyznał: „Byliśmy pewni, że on [Salah] nam pomoże. Michael Edwards, Dave Fallows i Barry [Hunter], oni wszyscy naprawdę stali mi nad głową i radzili: »No dalej, no dalej. Mo Salah, to jest rozwiązanie!«”.
W swoim debiutanckim sezonie na Anfield Salah strzelił 32 bramki w Premier League (wynik ten nieznacznie przewyższał jego współczynnik goli oczekiwanych, ale i w tej klasyfikacji wypadał znakomicie), stając się jednym z filarów osiągniętego sukcesu.
Więcej w książce „Jak wygrać Premier League” dostępnej w księgarni sportowej www.labotiga.pl
Foto: Dmitrij Gołubowicz/Wikimedia Commons/CC-BY-SA-3.0