Na długo zanim futbolowy świat zaczął dyskutować o fryzurze Marca Cucurelli, to właśnie Carlos Valderama był dumnym posiadaczem najbujniejszej czupryny wśród słynnych piłkarzy. Urodzony w Santa Marta zawodnik wyróżniał się jednak na boisku nie tylko włosami.
Przez wiele lat dyrygował grą reprezentacji Kolumbii i był jej kapitanem na trzech mundialach: 1990, 1994 i 1998. W kadrze wystąpił 111 razy, co przez długi czas było rekordem, aż do lat współczesnych, gdy jego osiągnięcie przebili Cuadrado, Ospina i James Rodriguez.
Do pełni szczęścia i większego splendoru zabrakło Valderramie zdecydowanie gry w dużym europejskim klubie. Montpellier HSC i Real Valladolid do takich się nie zaliczają, a to jedyne zespoły w Europie, w jakich występował. W ojczyźnie jednak był i pozostał półbogiem, dwukrotnie zdobywając tytuł najlepszego południowoamerykańskiego piłkarza.
O tym, jaki był udział tego piłkarza w historycznym awansie do fazy pucharowej mistrzostw świata w 1990 roku, pisze w książce „Narcoball. Futbol, kartele i śmierć w Kolumbii Pablo Escobara” David Arrowsmith:
„Jest 19 czerwca 1990 roku. Ponad 70 tysięcy kibiców – a wśród nich nastoletni Juan Pablo Escobar – pojawia się na San Siro w Mediolanie, by obejrzeć starcie sław tworzących drużynę RFN z względnie nieznaną Kolumbią. Niemcy wygrali już z Jugosławią 4:1 i ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi 5:1. Lothar Matthäus, Rudi Völler i Jürgen Klinsmann sieją postrach na boisku, nic więc dziwnego, że ekipa Franza Beckenbauera jest uważana za zdecydowanego faworyta meczu. Kolumbijczycy jednak wiedzą, że jeśli chcą zapewnić sobie awans z grupy, muszą uniknąć porażki.
Przez 88 minut René Higuita, Andrés Escobar, Luis Perea, Leonel Álvarez i spółka skutecznie powstrzymują utytułowanych europejskich rywali. Kolumbijska obrona jest ustawiona wysoko, często łapie Niemców na spalonym, a gdy już rywal przedrze się pod pole karne, zostaje ostro potraktowany przez obrońców albo nie udaje mu się pokonać Higuity. Jeden ze strzałów Niemców zmierza idealnie w okienko i wydaje się, że musi paść bramka, ale ekstrawagancki golkiper końcami palców sięga piłkę.
Kolumbijczycy poczynają sobie coraz pewniej, Valderrama posyła podaniami w bój kolejnych partnerów, tylko że ich próby nie stanowią dla Bodo Illgnera, niemieckiego bramkarza, żadnego kłopotu. Gdy przeciwnicy postanawiają spacyfikować El Pibe za pomocą kilku brutalnych wejść, w sukurs Valderramie przychodzi kolega z pomocy, Leonel Álvarez, który chętnie wciela się w rolę ochroniarza i atakuje Matthäusa tak ostro, że dostaje za to żółtą kartkę. Ale przy okazji na nowo rozpala płomień w sercach Kolumbijczyków. Jeszcze przed przerwą na boisku dochodzi do kilku twardych starć.
Z trybun ogląda to wszystko Gustavo Llanos, El Cole, barwny Człowiek Ptak, student prawa z Barranquilli, który rzucił uczelnię, by zostać najwierniejszym kibicem Kolumbii. We Włoszech spał na ulicach i ubierał się w barwny strój kondora, miał nawet gigantyczne skrzydła. To on kieruje dopingiem Kolumbijczyków na trybunach, którzy wietrzą szansę dla swojego zespołu.
W drugiej połowie obie drużyny atakują naprzemiennie, ale żadnej z nich nie udaje się przełamać impasu. Ale to Kolumbia zdaje się mieć przewagę i to ona tworzy groźniejsze sytuacje. Mijają kolejne minuty, Kolumbijczycy wiedzą, że remis daje im awans, więc starają się spowalniać grę. Wydaje się, że wszystko układa się po ich myśli, ale nagle, w 88. minucie, przed kolumbijskim polem karnym piłkę dostaje niewielki Pierre Littbarski, wprowadzony na boisko w przerwie meczu. Przyjmuje, po czym uderza lewą nogą, a futbolówka wpada do bramki tuż obok Higuity. Niemcy obejmują prowadzenie.
Mija 90. minuta, Kolumbii zostaje już tylko doliczony czas gry. W 92. minucie dzięki serii znakomitych krótkich podań Kolumbijczycy wychodzą spod niemieckiego pressingu, a Valderrama posyła idealne podanie między obrońcami rywala wprost pod nogi Freddy’ego Rincóna. Illgner wybiega z bramki, skraca kąt, rozpościera ręce, ale Kolumbijczyk spokojnie posyła mu piłkę między nogami. Siatka bramki drży, a południowoamerykańscy piłkarze z radości wskakują sobie na plecy.
Na zajmowanej przez ich fanów odległej trybunie powiewają czerwono-żółto-niebieskie flagi. El Cole zwisa akurat na linie nad głowami zasiadających poniżej kibiców, gdy nagle jeden z trzymających go mężczyzn ją puszcza – zapomniał się z radości po strzelonym golu. Na szczęście lina jest przewiązana wokół pasa innego fana, więc upadek Llanosa nie jest tak gwałtowny, by stała mu się krzywda. Kilka chwil później rozlega się końcowy gwizdek sędziego i Kolumbia po raz pierwszy w historii awansuje do fazy pucharowej mistrzostw świata”.
Fot. Biser Todorov/Wikimedia Commons