José Mourinho, Carlo Ancelotti czy Zinédine Zidane – każdy kibic piłki nożnej zna tych trenerów Realu Madryt. Nie zawsze jednak ekipę „Królewskich” prowadzili słynni trenerzy. Dotyczy to nawet XXI wieku. Warto sobie przypomnieć zapomniane epizody szkoleniowców najbardziej utytułowanego klubu w historii Pucharu Europy/Ligi Mistrzów.
Książki sportowe o Realu Madryt znajdziesz w największej internetowej księgarni sportowej www.labotiga.pl
José Antonio Camacho
2004 rok, bilans: 4 wygrane i 2 porażki
Były piłkarz Realu za czasów Miguela Muñoza, selekcjoner Hiszpanii w latach 1998–2002, a także kolega Vicente del Bosque, ponownie objął stery trenerskie Realu Madryt latem 2004 roku. Wcześniej Camacho trenował pierwszą ekipę „Królewskich” w 1998 roku. Słowo klucz to „trenował”, bo nie można napisać, że prowadził w oficjalnych meczach. Z powodu konfliktu z ówczesnym prezesem klubu, Lorenzo Sanzem, jego kadencja potrwała… trzy tygodnie. W tym czasie nie poprowadził zespołu w ani jednym punktowanym spotkaniu.
W 2004 roku wytrzymał tylko trzy kolejki ligowe. Filozofia Camacho i Florentino Péreza była zupełnie inna. Po latach trener tłumaczył to tak: „Bardzo jasno wytłumaczyłem Florentino, że musimy zmienić filozofię i podpisać kontrakty z zawodnikami, którzy mogą zostać zdobywcami Złotej Piłki w Realu Madryt, a nie z tymi wszystkimi piłkarzami, którzy przyjechali z tą nagrodą z zagranicy i nie byli już gotowi, by ją tu zdobyć”. Warto przypomnieć, że wówczas obowiązywała era „Galacticos”. W ówczesnej kadrze Realu było miejsce dla Zinédine’a Zidane’a, Davida Beckhama, Ronaldo czy Luísa Figo.
Hiszpan uznał cele postawione przed nim jako za niemożliwe do spełnienia. Wspomniana czwórka graczy najlepszy okres gry miała już za sobą. W ramach ciekawostki: jako trener Realu Camacho ograł Wisłę Kraków w eliminacjach Ligi Mistrzów. Stanowiło to połowę jego zwycięstw w roli szkoleniowca Madrytczyków.
Mariano García Remón
2004 rok, bilans: 12 wygranych, 4 remisy i 4 porażki
Najbliższy przyjaciel Vicente del Bosque. W przeciwieństwie do „Wąsacza” García Remón nie osiągnął sukcesów trenerskich w Realu. Wcześniej był asystentem Camacho. Po jego rezygnacji zatrudniono Garcíę Remóna, co nie okazało się dobrym pomysłem. Były gracz „Los Blancos” już na wstępie źle się zaprezentował. Cztery punkty po czterech pierwszych meczach ligowych to rozczarowujący wynik jak na tak wielką drużynę. Z drugiej strony mowa o szkoleniowcu, który wcześniej prowadził Real Madryt Castilla, UD Salamankę czy Córdobę CF, czyli ekipy, które nie biły się o mistrzostwo kraju.
Hiszpan miał przyzwoite momenty, chociażby wygrane cztery ligowe mecze z rzędu. Co z tego, skoro zostało to przykryte porażką 0:3 w Klasyku. Czara goryczy przelała się po ostatnim meczu Realu w 2004 roku. Wówczas „Królewscy” na własnym terenie przegrali z Sevillą FC 0:1 po bramce przyszłego gracza „Los Blancos”, Júlio Baptisty. Mariano García Remón jest najmniej znanym trenerem Realu w XXI wieku. Wysoko by się znalazł także na liście tych najgorszych. Czas do zapomnienia.
Vanderlei Luxemburgo
2005 rok, bilans: 28 wygranych, 7 remisów i 10 porażek
Kto z fanów futbolu pamięta dziś Vanderleia Luxemburgo? Brazylijczyk objął drużynę w styczniu 2005 roku. Jego debiut trenerski trwał… sześć minut. To nie żart, a rzeczywista sytuacja. Mecz Realu Madryt z Realem Sociedad rozgrywany na Santiago Bernabéu został przerwany przez fałszywy alarm bombowy w 84. minucie. Nic dziwnego, bo kilka miesięcy wcześniej 191 osób zginęło w serii ataków terrorystycznych, gdy czekały na pociągi podmiejskie w Madrycie.
W niedokończonym starciu widniał wynik 1:1. Wówczas Real prowadził wspomniany już García Remón. Spotkanie dokończono 5 stycznia 2005 roku, gdy szkoleniowcem „Los Blancos” był już Brazylijczyk. Mimo zaledwie kilku minut drużyna ze stolicy Hiszpanii strzeliła gola – Zinédine Zidane trafił go z jedenastu metrów – dzięki czemu faworyci wygrali spotkanie 2:1.
Był to udany początek trenera, którego zatrudnił de facto ówczesny dyrektor sportowy klubu, Włoch Arrigo Sacchi. Za Brazylijczykiem przemawiały sukcesy w Ameryce Południowej, m.in. mistrzostwo Brazylii z Corinthians czy Cruzeiro, a także tytuł Copa América zdobyty z reprezentacją Canarinhos w 1999 roku.
Początkowo Luxemburgo zdyscyplinował zespół, który wygrał siedem spotkań z rzędu, w tym derby z Atlético. Do tego w kwietniu doszła wygrana Realu z FC Barceloną. Pogoń za mistrzostwem się nie udała, ponieważ w końcówce sezonu „Królewscy” zaczęli remisować. Jednak należy też dodać porażki w Lidze Mistrzów i Pucharze Hiszpanii, co sprawiło, że „Los Blancos” zakończyli sezon bez pucharu w gablocie.
Początek sezonu 2005/2006 brzmiał jak koszmar: wygrana i trzy porażki. Później doszła kompromitująca porażka w domowym El Clasico z FC Barceloną 0:3. Po gwizdku końcowym kibice zaczęli oklaskiwać Ronaldinho, gwiazdę przyjezdnych.
Za czasów Luxemburgo do Realu sprowadzono takie niewypały transferowe, jak: Duńczyk Thomas Gravesen, który tylko obiecywał, że będzie zbawcą Realu, czy Urugwajczyka Pabla Garcíę, który w Madrycie spędził zaledwie rok. W grudniu 2005 roku „Królewscy” mieli nowego szkoleniowca.
Juan Ramón López Caro
Lata 2005–2006, bilans: 17 wygranych, 10 remisów i 6 porażek
Po trenerze z Ameryki Południowej wybrano „tutejszego”. Juan Ramón López Caro przez cztery lata prowadził rezerwy Realu. Z Castillą awansował na drugi poziom rozgrywkowy. Jeszcze wcześniej trenował graczy UD Melilli czy rezerw RCD Mallorki.
Jak szkoleniowiec wspominał pierwsze chwile w nowej roli? „To nie jest tak, że odczuwałem strach, ale zdawałem sobie sprawę z tego, z czym wiąże się prowadzenie Realu Madryt – zarówno na, jak i poza boiskiem. Nie mogłem zmarnować takiej okazji. Możliwość trenowania Realu Madryt może się przydarzyć tylko raz w życiu. Ten pociąg już raczej nie wraca” – mówił w wywiadzie dla „The Coaches Voice”.
Przywitanie Hiszpana z pierwszą drużyną „Królewskich” było koszmarne. Real przegrał w Lidze Mistrzów na wyjeździe z Olympiakosem Pireus 1:2. Co prawda był to „mecz o pietruszkę”, bo Hiszpanie nie mieli szans na awans z pierwszego miejsca, ale López Caro nie zrobił dobrego wrażenia.
Nowy trener w porównaniu do Luxemburgo postawił na dłuższe treningi (dwugodzinne zamiast jednogodzinnych). Do tego piłkarze na początku chwalili brak indywidualizmu i postawienie na taktykę.
Po wstępnym niepowodzeniu (jedna wygrana w pięciu spotkaniach) nastąpiła passa sześciu zwycięskich meczów ligowych, choć była ona przedzielona porażką w Pucharze Hiszpanii z Realem Saragossa aż 1:6. Real uległ Arsenalowi F.C. 21 lutego. 0:1 w pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów. Kilka dni później, 27 lutego, Real przegrał z RCD Mallorca 1:2. Wydawało się, że „poleci” głowa trenera. Ostatecznie „pas” powiedział Pérez.
Argumentował to następująco: „Zmieniłem wielu trenerów i nic to nie dało, więc teraz pozostaje mi tylko samemu podać się do dymisji. Najwyraźniej ja tu jestem problemem”. Nie pomogły nalegania trenera, aby Flo pozostał na stanowisku. Szkoleniowiec wierzył w prezesa absolutnie, powiedział także: „bez niego w niektórych momentach czułem się całkowicie osamotniony”.
Real bez Péreza, ale z Lópezem Caro do końca sezonu przegrał tylko jedno starcie, ale też aż osiem zremisował. Arsenal F.C. pokonał Real w dwumeczu, a Zidane pożegnał się jako piłkarz z Madrytem golem w starciu z Sevillą FC (3:4). Był to też zarazem ostatni mecz López Caro w roli trenera Realu.
Juande Ramos
Lata 2008–2009, bilans: 18 wygranych, 1 remis i 8 porażek
Trochę zapomniany szkoleniowiec, ale w pierwszej dekadzie XXI wieku miewał sukcesy. Z beniaminkiem Realem Betis awansował do Pucharu UEFA, w 2006 i 2007 roku wygrał te rozgrywki z Sevillą FC, do tego należy dodać Superpuchar Europy 2006 oraz Puchar Hiszpanii 2007 z tym klubem. Kolejna przygoda z Tottenhamem Hotspur nie była tak udana. Na bezrobociu po utracie pracy przebywał w Londynie tylko półtora miesiąca.
Po porażce z Sevillą FC (3:4) z posadą szkoleniowca wielokrotnych mistrzów Hiszpanii pożegnał się Bernd Schuster. Jak widać wynik 3:4 z Sevillą FC był niebywale pechowy dla trenerów…
Niemca na tym stanowisku zastąpił Juande Ramos. Jerzy Dudek w swojej biografii tak opisał trenera: „Miał świetny warsztat trenerski i ogromną wiedzę. Także odpowiednią osobowość. Był dla zawodników bardziej starszym bratem niż srogim ojcem. Dobrze przygotowywał treningi, nikt się na nich nie nudził”.
Na sam początek otrzymał starcie w fazie grupowej LM z Zenitem Petersburg (3:0) oraz wyjazdowy mecz z FC Barceloną (0:2). Mimo porażki media chwaliły Real za determinację i wyrównaną grę mimo wielu kontuzji. Świetnej okazji do zdobycia bramki nie wykorzystał Miguel Palanca, późniejszy gracz Korony Kielce. Po tej porażce Real wygrał 17 kolejnych spotkań ligowych, a jedno zremisował (z Atléti).
Przed wiosennym Klasykiem przewaga FC Barcelony nad „Los Blancos” wynosiła cztery punkty. Jednak łomot 2:6 uświadomił wszystkim, kto w 2009 roku zdobędzie mistrzostwo Hiszpanii. Real się kompletnie posypał i po starciu z FC Barceloną przegrał cztery ostatnie spotkania. Mimo tego pod wodzą Ramosa „Królewscy” awansowali z piątego na drugie miejsce w La Liga. Niewypałem okazało się wypożyczenie Juliena Fauberta, który zagrał tylko dwukrotnie w barwach Realu.
Wyżej wymieniona piątka trenerów nie zapisała się dobrze w historii „Królewskich”. Trudno winić szkoleniowców za wszystko. Jednak w pamięci zostają głównie zwycięzcy. W tym gronie nie znajdziemy Camacho, Garcíi Remóna, Luxemburgo, Lópeza Caro i Ramosa. Kibic Realu Madryt w księgarni labotiga.pl może czuć się jak w domu. W bogatej kolekcji znajdziesz wiele propozycji dla sympatyków „Los Blancos”. Wśród nich pakiety książek, np. Real. Zwycięstwo jest wszystkim oraz Madryt. Przewodnik dla kibiców.
Inne propozycje dla fanów „Królewskich” poznasz w księgarni sportowej www.labotiga.pl w sekcji Real Madrtyt.
Autor tekstu: Kacper Śliz