Brazylijczyka często nękały kontuzje. Długo pozostawał bez gry, więc zaryzykował i postanowił wrócić do ojczyzny. Wybór padł na Corinthians.
Mistrz świata z 2002 roku podpisał kontrakt z klubem z São Paulo na serwetce, o czym wspomniał Luca Caioli w książce „Ronaldo. Brazylijski Fenomen”:
„Z mikrofonem w dłoni, w biało-czarnej koszulce oversize z numerem 9 i swoim imieniem oraz w czarnych spodniach od garnituru Ronaldo przemawia do tysięcy kibiców zebranych w Parque São Jorge w São Paulo:
– Oto kolejny szaleniec, który dołącza do tej wielkiej bandy szaleńców, zapalonych fanów Corinthians”*. A na koniec kopie piłki w stronę trybun. Panuje atmosfera wielkiego święta. Jest mnóstwo okrzyków (»Ooooo, Ooooo, Ronal do tu jest!«), są petardy, fajerwerki, kolorowe serpentyny oraz hymn Sport Club Corinthians Paulista. Impreza z powitaniem i przekazaniem nowemu graczowi koszulki przez przedstawiciela Gaviões da Fiel (Jastrzębie Wiernych), największej zorganizowanej grupy kibicowskiej.
Chwilę wcześniej, tego samego 12 grudnia 2008 roku, Fenômeno spotkał się z 400 dziennikarzami na swojej pierwszej konferencji prasowej jako piłkarz Corinthians.
– Wiem, że mój powrót nie będzie łatwy, to dla mnie wielkie wyzwanie, ale dam radę. Nie jestem martwy dla piłkarskiego świata, ale muszę to udowodnić na boisku. W swojej karierze pokonałem już tak wiele przeszkód, więc mam nadzieję, że zrobię to także teraz, mówi 32-letni napastnik, zadowolony z powrotu do gry w Brazylii po tylu latach spędzonych w Europie. Postaramy się wygrać wszystko krok po kroku: najpierw mistrzostwo stanowe, później mistrzostwo kraju i w końcu postaramy się do prowadzić Corinthians na szczyt i zdobyć Copa Libertadores, obiecuje Ronaldo.
Jego dołączenie do klubu z São Paulo, jednego z najsłynniejszych, najpopularniejszych i najbardziej utytułowanych w Brazylii, zostaje ogłoszone 9 grudnia i jest wielką sensacją. Niewielu się tego spodziewało, ponieważ od września, żeby dojść do siebie po operacji kolana, Ronaldo trenował w Gávei, ośrodku sportowym Flamengo. Ponadto wiele razy wyrażał chęć gry w barwach Rubro-Negro, ukochanej drużyny, której kibicował od dziecka. Jednak nic z tego nie wychodzi i wygląda na to, że piłkarz może wrócić do Europy: są nim zainteresowane Manchester City i Paris Saint-Germain. Tymczasem do gry wkracza Corinthians. Początkowo sam pomysł wydaje się klubowi motywem z opowieści science fiction, ale po pięciotygodniowych bardzo trudnych negocjacjach między Andrésem Sánchezem, prezesem klubu, i Luisem Paulo Rosenbergiem, dyrektorem do spraw marketingu, a Fabiano Farahem, agentem piłkarza, strony osiągnęły po rozumienie 9 grudnia w restauracji hotelu Novo Mundo w Rio de Janeiro. Legenda głosi, że Sánchez zapisał swoją ofertę dla piłkarza na serwetce. I w ten sposób 17 grudnia Ronaldo podpisuje kontrakt z Corinthians ważny do 31 grudnia 2009 roku. Czyli na rok z opcją przedłużenia na kolejny sezon. Będzie zarabiał 400 tysięcy reali miesięcznie plus zyski ze sprzedaży produktów. Klauzula odstępnego wynosi 100 milionów dolarów. Kontrakt przewiduje też, że jeśli napastnik dozna kontuzji, która nie pozwoli mu już wrócić do gry, klub wypłaci mu całą pensję.
Dla Corinthians to doskonały ruch wizerunkowy. Po spadku do drugiej ligi w 2007 roku drużyna wraca do elity brazylijskiego futbolu, i to w wielkim stylu, z najlepszym piłkarzem świata w swoich szeregach. A przede wszystkim, jak pisze brazylijska prasa, jest to największa operacja marketingowa w historii klubu. Operacja, która przynosi natychmiastowe rezultaty: więcej widzów na stadionie, większe zainteresowanie ze strony mediów krajowych i zagranicznych, więcej sprzedanych koszulek; przede wszystkim zaś jest to wizytówka pozwalająca po zyskać nowych sponsorów (jak Batavo, brazylijskie przedsiębiorstwo spożywcze), gotowych zainwestować w klub duże sumy, a także renegocjować umowy z takimi firma mi jak Nike, które już sponsorują Corinthians.
Dla Ronniego kontrakt z Timão (czyli »wielka drużyna«, jeden z przydomków klubu) oznacza kolejny już powrót, kolejne wyzwanie, by się podnieść, kiedy – szczerze mówiąc – nikt nie wierzył, że może jeszcze wrócić do gry. Tymczasem po 14 latach i długiej europejskiej odysei jest znowu w Brazylii i myśli nawet o reprezentacji prowadzonej teraz przez Carlosa Caetano Bledorna Verriego, czyli Dungę. Ronaldo nie wkłada zielono-żółtej koszulki od ponad dwóch lat, ale kto wie, może dzięki staremu znajomemu z drużyny narodowej będzie mógł przywdziać te barwy ponownie”.
Corinthians czekało na powrót Ronaldo do optymalnej formy cierpliwie. Doświadczony napastnik 81 dni po podpisaniu kontraktu z Timão znalazł się w kadrze meczowej:
„Czas spędzał w siłowni, na pracy z trenerem przygotowania fizycznego, na odzyskiwaniu pewności siebie z piłką przy nodze i na budowaniu relacji z kolegami z drużyny.
4 marca, kilka godzin przed meczem w Pucharze Brazylii z Itumbiarą, Menezes zapowiada prawdopodobny i tak długo wyczekiwany debiut Ronaldo w biało-czarnej koszulce. 387 dni po kontuzji lewego kolana, której doznał w spotkaniu Milan – Livorno 13 lutego 2008 roku, Fenômeno siada na ławce rezerwowych. Na trybunach kibice Corinthians, przybyli na Estádio Juscelino Kubitschek wszelkimi możliwymi środkami transportu, domagają się jego wejścia na murawę. Dziesięć minut po rozpoczęciu drugiej połowy, kiedy drużyna gości prowadzi już 2:0 dzięki bramkom Chicão z rzutu karnego i André Santosa, Ronnie rusza na rozgrzewkę. I w 67. minucie, przy wiwatujących kibicach, triumfalnie wchodzi na boisko. Rozgrywa 25 minut, ma dziewięć kontaktów z piłką, próbuje dryblingu między dwoma przeciwnikami, którzy go zatrzymują, i oddaje niecelny strzał. Nic specjalnego jak na najlepszego strzelca w historii mundiali, ale nie jest jeszcze w najwyższej dyspozycji, chociaż chęci i zaangażowania nie można mu odmówić. A kibicom na razie tyle wystarcza. Timão awansuje do kolejnej rundy, a po meczu Mano Menezes stwierdza, że jest zadowolony z debiutu swojej ‘dziewiątki’, podczas gdy Ronaldo, przy wyjściu ze stadionu otoczony kamerzystami i dziennikarzami, zderza się z mikrofonem, czego efektem jest limo.
Cztery dni później, w 12. kolejce rozgrywek stanowych, odbywa się klasyk Palmeiras – Corinthians. Ronnie znowu zaczyna na ławce. Wchodzi w 63. minucie, zastępując Sergio Escudero. Palmeiras prowadzi 1:0 po golu Diego Souzy. Rezerwowy napastnik w ciągu kilku minut zmienia obraz meczu. W 78. minucie piłka po jego strzale prawą nogą z dystansu obija poprzeczkę bramki strzeżonej przez Bruno Cardoso. A w drugiej minucie doliczonego czasu gry, kiedy kibice Corinthians już się poddali, pojawia się pierwszy gol Ronniego w barwach Timão. Dośrodkowanie Douglasa z rzutu rożnego, Ronaldo wyrasta przy dalszym słupku i głową, co nie jest jego specjalnością, umieszcza piłkę w siatce. Strzela gola na wagę remisu i zrywa się do biegu. Przeskakuje bandy reklamowe i wspina się na ogrodzenie boiska, żeby świętować z kibicami. Radość jest tak wielka, że ogrodzenie się zawala.
– Fenômeno wrócił, stwierdza komentator telewizyjny.
– To był wyjątkowy, ogromnie emocjonujący moment, mówi Ronaldo i przeprasza za swoją szaloną euforię, która mogła doprowadzić do wielkiego nieszczęścia.
29 kwietnia 2009 roku: Santos – Corinthians, pierwszy mecz finałowy rozgrywek o mistrzostwo stanowe. Timão kontra Peixe, klasyk, który powtarza się od 1913 roku. Na Vila Belmiro, stadionie, na którym grał Pelé i na którego trybunach Pelé teraz siedzi, Ronaldo strzela dwa gole, a ten drugi z powodzeniem mógłby trafić do galerii najlepszych bramek Króla. Spotkanie rozpoczyna się dobrze dla drużyny z São Paulo: w dziesiątej minucie Chicão z rzutu wolnego zapewnia gościom prowadzenie. Ronnie podwyższa kwadrans później. Przyspiesza na granicy spalonego, przyjmuje piłkę na prawą nogę, widzi wychodzącego z bramki Fábio Costę i lewą nogą trafia przy bliższym słupku”.
W 2009 roku Ronaldo pokazał przebłyski dawnego geniuszu. Każdy jego kontakt z piłką i strzelony gol elektryzował trybuny stadionów w Kraju Kawy. Co prawda była to inna wersja Fenômeno, wolniejsza i cięższa, ale wciąż skuteczna.
Od momentu powrotu na boisko rutyniarz zdobył 14 bramek w 22 meczach. Jego dobra passa trwała do 26 lipca, kiedy nabawił się kolejnej kontuzji:
„Dzieje się to w przegranym 0:3 spotkaniu z Palmeiras. Zderzenie na środku boiska z Diego Souzą, pomocnikiem Verdão; Ronaldo upada niefortunnie i cały ciężar ciała opiera na lewej ręce. Złamanie trzeciej i czwartej kości śródręcza.
Dwa dni później w szpitalu São Luiz Fenômeno pomyślnie przechodzi operację, a przy okazji poddaje się liposukcji, by pozbyć się 700 mililitrów nadmiaru tkanki tłuszczowej. Chirurg plastyczny bardziej niż z brzucha usunął tłuszcz z boczków, czyli tak zwanych uchwytów miłości:
– Jest to obszar, na którym u mężczyzn po 30. roku życia gromadzi się tkanka tłuszczowa i trudno się jej pozbyć nawet za pomocą diet i ćwiczeń fizycznych, jak twierdzą lekarze.
Wszystko poszło dobrze, ale z powodu złamanej ręki napastnik Corinthians pauzuje przez 43 dni, opuszczając dziesięć meczów ligowych. Wraca na boisko 20 września, w 25. kolejce, w meczu z Goiás. Od tego momentu do końca sezonu ligowego dorzuca sześć bramek i trzy asysty. We wszystkich rozgrywkach łącznie ma na koncie 23 gole i pięć asyst. Wystąpił w 38 meczach i kolejny raz zmartwychwstał. Szkoda, że do Pucharu Brazylii i mistrzostwa stanowego nie dokłada mistrzostwa kraju. Corinthians kończy sezon na dziesiątym miejscu, a tytuł trafia do Flamengo”.
Książka sportowa „Ronaldo. Brazylijski Fenomen” jest dostępna na www.labotiga.pl
Foto: Alex Carvalho/Wikimedia Commons