Łączy dwa pokolenia w historii Wisły Kraków. Najpierw był piłkarzem Białej Gwiazdy, występującym w obronie w czasach, kiedy wiślacy odnosili sukcesy na krajowym podwórku, a potem trenerem rzuconym na głęboką wodę w okresie chaosu i walki o przetrwanie krakowskiego klubu.
Maciej Stolarczyk był solidnym i twardym defensorem. Do Wisły trafił z Widzewa i z marszu wszedł do zespołu. Trzeba jednak podkreślić, że mu się poszczęściło, ponieważ przed jego zakontraktowaniem włodarze Białej Gwiazdy myśleli o sprowadzeniu z Półwyspu Apenińskiego Marka Koźmińskiego:
„Ten akurat odchodził z Brescii. Wrócił już nawet do rodzinnego Krakowa i zaprosił na kolację kilku wiślaków: Grzegorza Kaliciaka, Radosława Kałużnego, Kazimierza Węgrzyna… Na koniec spotkania, gdy na stole pojawił się rachunek, Koźmiński poprosił o długopis, zaczął zakreślać niektóre pozycje:
– To, to… – mruczał. – I to.
Podliczył i zapłacił tylko za siebie i żonę.
Koledzy byli zaskoczeni, ale Koźmiński był po długim pobycie we Włoszech, a tam fakt, że zapraszasz kogoś na kolację, nie oznacza, że za niego płacisz. Co kraj, to obyczaj”.
Wychowanek Gryfa Słupsk występował w barwach Wisły w latach 2002-2007. Rozegrał dla niej ponad 100 meczów, strzelił 11 goli i wywalczył z nią trzy mistrzostwa Polski oraz krajowy puchar.
Jedenaście lat później „Stolar” wrócił do stolicy Małopolski i objął funkcję trenera wiślaków. To był już zupełnie inny klub niż za czasów panowania Bogusława Cupiała, który sprzedał Wisłę 29 lipca 2016 roku i nic z tego dobrego nie wyszło:
„Do dziś trudno zrozumieć, jak do tego doszło. Wystarczyło przecież wpisać nazwisko nowego właściciela klubu do wyszukiwarki internetowej, by nabrać co do Meresińskiego poważnych podejrzeń. Co najważniejsze, nie było żadnych dowodów na to, że stać go na prowadzenie klubu. Z KRS można było się dowiedzieć, że ma jedynie udziały w firmie projekt-gmina. Minęło kilka dni, a Meresiński został oskarżony przez częstochowską prokuraturę o wyłudzanie podatku VAT. Związanych z nim absurdalnych historii była cała masa. Wspomnijmy jeszcze tylko o jednej: Meresiński próbował w przeszłości wziąć kredyt na… żonę Macieja Żurawskiego.
Oddał Wisłę po 25 dniach. Wydatnie przyczynili się do tego kibice Wisły skupieni wokół Towarzystwa Sportowego. I to ta instytucja została kolejnym właścicielem klubu. Był to kolejny krok w ciemny zaułek. Wisła wpadła w ręce ludzi, którzy nazywali się jej kibicami, a tak naprawdę postrzegali klub jako miejsce do zarabiania pieniędzy. W miesiąc po przejęciu podpisano fikcyjną umowę, która służyła do wyprowadzania kasy. Rządy pod wodzą Marzeny S. i Damiana D. trwały dwa i pół roku i doprowadziły Wisłę na skraj przepaści.
I gdy wydawało się, że gorzej już nie będzie, znów doszło do całkowicie absurdalnego wydarzenia. Marzena S. wraz ze współpracownikami sprzedała klub konsorcjum funduszy inwestycyjnych Alelega i Noble Capital Partners. Za pierwszym stał Vanna Ly, za drugim Mats Hartling. Transakcja miała wejść w życie dopiero po przelaniu na konto klubu 12,2 miliona złotych, do czego nigdy nie doszło. W przeciwieństwie do Meresińskiego, Ly i Hartling nie zdążyli nawet nic ukraść z klubowego konta, bo to świeciło pustkami. Zostało wyczyszczone przez poprzedników…
To niesłychane, że pod względem sportowym Wisła przeszła przez ten burzliwy czas w miarę suchą stopą. Drużyna zjednoczona pod przywództwem Macieja Stolarczyka zakończyła rok 2018 na ósmym miejscu w tabeli Ekstraklasy. Ba, potrafiła pojechać do Poznania i ograć Lecha 5:2. Źle zaczęło się dziać dopiero po Nowym Roku, gdy część piłkarzy miała już dość niekończącego się oczekiwania na wypłaty. W styczniu w ośrodku treningowym w Myślenicach pojawił się Jakub Błaszczykowski i zapowiedział, że wraca do Wisły. Zaangażował się w akcję ratunkową. Dołączyli do niego Jarosław Królewski oraz Tomasz Jażdżyński i wkrótce formalnie stali się właścicielami klubu.
To miał być początek stabilizacji, a być może i powrót do walki o najwyższe cele. Były piłkarz, młody wizjoner i doświadczony biznesmen. Wydawało się, że taka mieszanka może wyjść klubowi tylko na dobre, ale życie brutalnie zweryfikowało te plany. Trio było zgrane tylko na zdjęciach, a polityka sportowa polegająca na metodzie prób i błędów doprowadziła do tego, że w 2022 roku Wisła spadła z Ekstraklasy”.
Utrzymanie zespołu w ryzach i osiągnięcie solidnego, jak na tamte warunki, wyniku ligowego było wyczynem. Każdy punkt wywalczony przez Wisłę w sezonie 2018/2019 pod wodzą Stolarczyka był małym zwycięstwem nad przygnębiającą rzeczywistością.
W następnym sezonie było już znacznie gorzej. Biała Gwiazda zanotowała wtedy 8 porażek z rzędu i Stolarczyk w listopadzie 2019 roku został zwolniony.
Tekst powstał na podstawie książki „Wisła Kraków. Sen o potędze”, która ukazała się w serii SQNOriginals i jest dostępna na www.labotiga.pl