Artur Boruc, wychowanek Pogoni Siedlce, charakterny bramkarz m.in. Legii Warszawa, Fiorentiny, Bournemouth, reprezentacji Polski i „Holy Goalie” między słupkami Celtiku Glasow. Człowiek nie do podrobienia pod każdym względem, o czym można się przekonać czytając książkę „Lewandowski. Prawdziwy”
Boruc zadebiutował w drużynie narodowej pod koniec kwietnia 2004 roku. Dał się poznać jako golkiper, który świetnie bronił na linii, i człowiek, który nie gryzł się w język, o czym przekonał się nowy kapitan kadry Adama Nawałki, Robert Lewandowski, gdy Polacy przegrywali w meczu towarzyskim z Litwą 0:1:
„Legendarny golkiper, znany nie tylko z niesamowitych robinsonad, ale i wybuchowego charakteru, czuł wściekłość. Ale na razie milczał. Głos za to postanowił zabrać Lewandowski:
– Spokojnie, róbmy swoje. Jeszcze trochę i ich złapiemy.
Dla Boruca te gładkie, wyjęte wprost z podręcznika dla liderów biznesu zdania, zupełnie niepasujące do fatalnej postawy Polaków, to było zbyt wiele.
Co ty pier****sz? Gramy jak nażelowane pedały!
Lewy zamilkł. Wiedział, że Boruc ma rację. Co prawda chodziło tylko o sparing, ale w Gdańsku nic się nie zgadzało: ani frekwencja na trybunach, ani gra, ani wynik. Zupełnie jak we wcześniejszych meczach ze Słowacją, Irlandią czy Szkocją.
Widząc rozgorączkowanego bramkarza, Nawałka postanowił wpuścić na boisko Szczęsnego. Może obawiał się, że Boruc znów chwyci partnera z zespołu za gardło, co przecież zdarzyło mu się podczas gry w Celticu Glasgow? Ale chociaż Artur drugą połowę obejrzał z ławki, to jego reprymenda podziałała. Polacy wzięli się do roboty i wygrali 2:1. Ale tego dnia to nie on był kapitanem. Po raz pierwszy u Nawałki został nim Lewandowski”.
Artur Boruc, który w reprezentacji Polski rozegrał znakomite zawody w meczach z Anglią na Old Trafford w październiku 2005 i przeciwko Niemcom w Dortmundzie w czerwcu 2006 roku, gdzie Polacy, tylko dzięki jego paradom, pozostawali w grze aż do 90. minuty, poza boiskiem nie należał do ministrantów. Krnąbrny bramkarz stał się jednym z głównych uczestników tzw. Hilton Gate w październiku 2016 roku, pomiędzy meczami eliminacyjnymi z Danią i Armenią do mistrzostw świata w Rosji. Wówczas wypadały imieniny Artura, a że w kadrze było ich dwóch – Boruc i Jędrzejczyk – to panowie wpadli na pomysł zorganizowania imprezy. Jednak sytuacja wymknęła się spod kontroli za sprawą Łukasza Teodorczyka, który pomylił drzwi do toalety z wejściem do pokoju, po czym zwymiotował w korytarzu na dywan.
Afery nie dało się zamieść pod dywan. Selekcjoner Nawałka wpadł w furię, kiedy się o niej dowiedział i nie ma się mu co dziwić, gdyż była to recydywa po tym, co stało się miesiąc wcześniej w Kazachstanie, gdzie polscy piłkarze po zremisowanym 2:2 meczu z gospodarzami wzięli udział w suto zakrapianej imprezie. Nawałka nie zamierzał tolerować takiego zachowania. Planował usunąć z kadry Boruca, Teodorczyka, a także Glika i Grosickiego, ale sytuacja zaczęła się uspokajać za sprawą Roberta Lewandowskiego:
„Na odsiecz kolegom ruszył Lewandowski, który zaczął wydzwaniać do Nawałki. Jak przyznał, to była »gorąca linia«.
– Rozmawialiśmy wielokrotnie. Robert obiecał, że dopilnuje, aby coś takiego się nie powtórzyło – zdradza trener, który do daje, że w sprawie kolegów interweniowali także Błaszczykowski i Piszczek.
A później puentuje:
– Czy naprawdę chciałem tamtą czwórkę wyrzucić? Jeśli grupa, w tym jej liderzy, nie zareagowała by odpowiednio, to oczywiście, że tak. Porządek musiał być. Dyplomatyczna interwencja, a także twarda postawa Bońka, który skutecznie studził krwiożercze zapędy selekcjonera, przyniosły skutek. Nawałka zgodził się na ograniczenie kar do bolesnych grzywien: Boruc, Teodorczyk, Glik i Grosicki zapłacili po pięćdziesiąt tysięcy złotych, siedmiu pozostałych uczestników balangi po dziesięć tysięcy.
Tamtą próbę kapitan Lewandowski zdał wzorowo. Jednak opaska, którą nosił, uwierała. Nie jego. Innych.
Dyskusja na temat pozycji Roberta w kadrze nie ustała nawet po ostatecznej decyzji Nawałki. Kadrowicze byli podzieleni. Stara gwardia uważała, że Robert ani się do roli kapitana nie nadaje, ani na nią nie zasłużył. Młodsi, zapatrzeni w karierę Lewego jak w święty obraz, nie śmieli dyskutować”.
Sławomir Peszko, który był częścią tamtej ekipy, w książce „Peszkografia. Będzie się działo!” zabrał głos w tej kwestii:
„Po latach muszę przyznać Nawałce, że tamtą aferę rozegrał jak profesor psychologii. Nie macie pojęcia, jaki zyskał u nas szacunek.
– Ja pier***ę, ale to wymyślił – łapaliśmy się za głowy.
Mógł przecież wywalić jednego czy drugiego balangowicza i nikt nie miałby o to żadnych pretensji. Ba, może nawet należało tak zrobić. Zamiast tego nam wybaczył, ale… nie za darmo.
– Ja swoje już powiedziałem. Teraz jedziemy do Rumunii. Tam możecie odkupić winy. Dobranoc – powiedział i wyszedł z sali. A my już wiedzieliśmy, co mamy zrobić”.
Polacy zrehabilitowali się i 11 listopada 2016 roku ograli 3:0 Rumunię. Według „Peszkina” byt to najlepszy mecz, jaki rozegrała drużyna Nawałki na wyjeździe.
Kadrowicze wyciągnęli właściwe wnioski, ale nie Boruc, o którym Peszko wspomniał w swojej biografii:
„Po tamtej sytuacji ukróciliśmy nasze wieczorki. Baliśmy się podpaść Nawałce po raz drugi. W nieco innej sytuacji był jednak ‘Borubar’, który miał już na koncie żółtą kartkę. Dostał ją znacznie wcześniej, przed jakimś eliminacyjnym meczem. Artur przyjechał na zgrupowanie mocno »zmęczony«, a w każdym razie na tyle, że ktoś z chłopaków zaprowadził go do pokoju i wysłał do łóżka. Boruc nie zszedł jednak na kolację, co zauważył Nawałka. Wysłał po Artura doktora, a ten po wejściu do pokoju poczuł, gdzie jest problem…
Nigdy nie rozmawiałem z Nawałką o tym, czy to był główny powód, ale fakt jest taki, że od czasu meczu z Rumunią ‘Arczi’ nie przyjechał już na żadne zgrupowanie. Wystąpił tylko w pożegnalnym spotkaniu z Urugwajem i tyle. Koniec, the end…
Żałuję tego strasznie, bo uważam, że w Rosji Artura nam zabrakło. O ile na co dzień mówił szeptem, jak szpieg z Krainy Deszczowców, o tyle w szatni był niezastąpiony. Kiedy już ryknął, wszyscy wiedzieli, że to ‘Król Artur’.
Szkoda, że jego kariera w reprezentacji tak się zakończyła, ale dla mnie Boruc na zawsze pozostanie legendą”.
Książki o piłkarzach polskich „Lewandowski. Prawdziwy” i „Peszkografia. Będzie się działo!” są dostępne na www.labotiga.pl