Jeden z kolegów z zespołu, Marko Branković, mówił, że Jokić był częstym klientem jednej z sieci pizzerii w pobliżu jego mieszkania

Nic nie zapowiadało, że pulchny chłopak z Somboru zrobi zawrotną karierę w NBA. Co prawda w latach młodości Nikola Jokić pokazywał swój nieprzeciętny talent do gry w koszykówkę, ale nie przestrzegał diety, co stanowiło przeszkodę w drodze do zawodowstwa:

„Igor Kovacević, wówczas członek kadry menedżerskiej w Nowym Sadzie, uważał, że Nikola był bliski podjęcia decyzji o porzuceniu koszykówki. Gdy pojawił się w nowym klubie latem 2012 roku, Kovacević nie dostrzegł u niego żadnych nawyków, jakimi powinien odznaczać się profesjonalny koszykarz.

– Uwielbiał konie, hamburgery i coca-colę, opowiadał Igor.

Jeden z kolegów z zespołu, Marko Branković, mówił, że Jokić był częstym klientem jednej z sieci pizzerii w pobliżu jego mieszkania. Obaj często się spotykali, oglądali mecze Euroligi, pochłaniali colę i grali w Pro Evolution Soccer na PlayStation.

Pomimo typowej dla nastolatków śmieciowej diety Nikola zszokował trenerów swoimi naturalnymi umiejętnościami. Odpowiedzialny w klubie za przygotowanie fizyczne Aleksandar Jovančević trenował w przeszłości zapasy i lubił, gdy podczas zajęć gracze ćwiczyli bez butów. Wyłożona materacami, nierówna powierzchnia dobrze sprawdzała się w przypadku trenowania sportów walki, ale słabiej w przypadku koszykarzy. Gdy Nikola po raz pierwszy pojawił się na salce treningowej, miał na nogach swoje wysokie buty koszykarskie, jak zwykle w jego przypadku niezawiązane. Zauważył piłkę, więc podszedł do niej i zaczął się nią bawić. Podbił ją jedną stopą, potem drugą, posłał ją w kierunku ramion, potem barków, a następnie głowy. Alaksandar się temu przyglądał – i liczył – z wielkim podziwem. Na piankowej macie, w niezawiązanych butach ten nieznany, wysoki, pulchny dzieciak bez najmniejszego problemu podbił piłkę kolejno 70 razy”.

Jokić wyróżniał się na boisku nie tylko wizją gry, ale też niezwykłą techniką. Sęk w tym, że ze względu na wygląd często padał ofiarą żartów lub złośliwości, które odbierały mu pewność siebie:

„Gabaryty Jokicia odgrywały istotną rolę w tym, co sądzili o nim przeciwnicy oraz łowcy talentów. Nie przypominał kogoś, kto może w niedalekiej przyszłości odnieść sukces w zawodowym sporcie. Wpływało to nie tylko na jego ocenę w oczach innych, lecz także na to, jak sam siebie odbierał.

Jak każdy nastolatek, Nikola był, zdaniem Isidora Rudicia, wyczulony na temat własnego ciała. Zaczął zwracać na to uwagę w sezonie 2010/11, gdy u jego kolegów zaczęła się pojawiać muskulatura, a on wciąż był pulchny. W trakcie tamtych rozgrywek Jokić czekał z przebraniem się w strój koszykarski, aż wszyscy koledzy udadzą się już na salę i zostanie sam w szatni. Miał wtedy 15 lat. Nietrudno wyobrazić sobie, że okres dojrzewania, szalejące hormony i wygląd jego ciała miały olbrzymi wpływ na jego samoświadomość. Jeśli chodzi o rozwój fizyczny, był nieco w tyle za kolegami.

Rudić opowiadał, jak jeden z jego asystentów przekroczył granicę przed jednym z domowych spotkań tamtych rozgrywek. Gdy Jokić przebierał się przed wyjściem na parkiet, asystent zaczął drwić z jego ciała.

– Cycki i brzuch, rzucił. Cycki i brzuch.

Nikola wyszedł z szatni i udał się wprost na ławkę, a łzy na pływały mu do oczu. Gdy jego trener dowiedział się, co zaszło, krew aż się w nim zagotowała. Zabronił asystentowi wchodzić do szatni i rozmawiać z Jokiciem.

– To palant – mówił Branislav. – Przez te jego szyderstwa musiałem odseparować Nikolę od niego.

Wspomniany asystent trenera mieszkał w tym samym budynku, co Jokiciowie, więc często widywał rodzinę.

– Ostrzegłem go, że dam mu łupnia, jeśli dalej będzie się tak zachowywał – opowiadał Branislav. – Wiele lat później latał do mediów i opowiadał, że był pierwszym trenerem Nikoli. Powiedziałem: »Nie wspominaj nawet o mojej rodzinie«”.

Przytyki i zignorowanie go przez Partizan Belgrad, którego trenerem był Goran Tadić, nie wpłynęły destrukcyjnie na rozwój Nikoli, który rozwinął skrzydła. Jokić zrobił później furorę w Lidze Adriatyckiej, kiedy reprezentował barwy Megi, i w niezwykłych okolicznościach, w czerwcu 2014 roku, dostał się do najlepszej koszykarskiej ligi świata. Duża w tym zasługa polskiego skauta Denver Nuggets, Rafała Jucia:

„Nuggets posiadali 11. wybór w drafcie i wysłali Douga McDermotta z uczelni Creighton do Chicago w zamian za numery 16. i 19. Skauting był konikiem Connelly’ego. Im więcej szans, tym większe prawdopodobieństwo, że uda się ściągnąć graczy, którzy w przyszłości będą stanowić fundament drużyny.

Z numerem 16. Chicago wybrało bośniackiego centra Jusufa Nurkicia, twardego wielkoluda z Bałkanów. Jego postura robiła wrażenie, ale nie potrafił wykorzystywać tak jak Jokić całej przestrzeni parkietu. Trzy wybory później Bulls wytypowali Gary’ego Harrisa z Michigan State, zdolnego, wszechstronnego, rzucającego obrońcę. Chcieli w ten sposób wzmocnić konkurencję w składzie na obwodzie. Harris grał wcześniej również w futbol amerykański, a w Nuggets zachwycali się tym, że był twardy i atletyczny. Obaj gracze powędrowali w wymianie do Denver. Nurkić był utalentowanym, lecz bardzo tradycyjnym centrem. Grał tyłem do kosza.

W Jokiciu ekipa z Denver widziała kogoś, kto będzie mógł grać na tej pozycji w nietypowy sposób. Kto będzie się czuł równie dobrze w trumnie, jak i na obwodzie.

– Na tym etapie byliśmy już przekonani, że to słuszna droga – mówił Karnišovas. – Uda się czy nie? To oczekiwanie. Kolejne drużyny wybierają, dostajemy informacje… »Dobra, ci go nie wezmą, tamci też nie, ale ci ewentualnie mogą«”.

Sumienność Jucia zapewniła Nuggets dokładniejsze informacje niż te, do których dotarli przedstawiciele innych drużyn, a precyzyjna analiza gry Gasola rozwiała wszelkie wątpliwości co do przydatności Jokicia. Tyle że draft wciąż pozostawał wielką niewiadomą, a przed Denver, którzy dysponowali 41. numerem, wybierały jeszcze 22 inne drużyny.

– Mamy próbować pozyskać jakiś wyższy numer, żeby go prze chwycić?, zastanawiał się Karnišovas, jak to często bywa w przypadku przedstawicieli klubów oczekujących w wieczór draftu na upatrzonego zawodnika.

Nuggets wiedzieli, że są także inni zainteresowani.

– [Drużyny] wykonywały różne ruchy, ale nie wiedzieliśmy, po kogo chcą sięgać, opowiadał Karnišovas.

Z numerem 41., gdy w telewizji podczas relacji z wydarzenia nadawano akurat reklamę Taco Bell, a Jokić smacznie spał, Nuggets dokonali największej kradzieży w historii draftu.

Był to kompletnie zwyczajny, niezwykle skromny początek nieprawdopodobnej historii”.

Postawienie na Jokicia okazało się genialnym ruchem ze strony Nuggets. Serb stał się gamechangerem drużyny z Denver i doprowadził ją w 2023 roku do dziejowego sukcesu, jakim było zdobycie mistrzostwa NBA po ograniu 4-1 w serii finałowej Miami Heat.

Oprócz mistrzowskiego pierścienia Jokić zdobył trzy statuetki MVP sezonu zasadniczego w 2021, 2022 i 2024 roku.

Serb regularnie notuje triple-double. Gra jak natchniony. Jest rozgrywającym w ciele centra, który już w tej chwili zapewnił sobie miejsce w gronie najlepszych koszykarzy w historii NBA.

Tekst powstał na podstawie książki sportowej o NBA i koszykarzu „Czemu tak serio? Nikola Jokić. Nieznana historia mistrza NBA”, która jest dostępna na www.labotiga.pl

Foto. All-Pro Reels/Wikimedia Commons; CC-BY-SA-2.0