Złapałem podanie i chciałem pobiec do ataku, ale podkręciłem kostkę. Tak po prostu. Bez żadnego kontaktu z rywalem.

Wyjście na parkiet z kontuzją, kiedy ciało odmawia posłuszeństwa, jest dla koszykarza testem charakteru. Doświadczył tego Stephen Curry w trakcie walentynek, o czym wspomniał w swoim albumie „Gotowy do rzutu”:

„Nigdy wcześniej nie musiałem grać z urazami. W trakcie trzeciego roku studiów skręciłem lewą kostkę – graliśmy w walentynki z ekipą Furman, a do końca meczu pozostawało 10 minut – ale tamten mecz pamiętam raczej dlatego, że do Karoliny Południowej przybyła moja dziewczyna Ayesha i siedziała na trybunach z dwoma transparentami:

– RUCHY, CURRY i BĄDŹ MOJĄ WALENTYNKĄ.

Mieliśmy po 21 lat i byliśmy na etapie randek, podczas których przygotowywałem dla nas mrożoną pizzę Red Baron, a przy wyjątkowych okazjach szliśmy do pobliskiej restauracji sieci Outback. Wciąż pamiętamy, co wtedy zamawialiśmy: dla mnie sałatka Cezar i stek, a dla niej krewetki w cieście kokosowym. Tamtego 14 lutego Ayesha po raz pierwszy przyjechała na mój mecz. Jej obecność sprawiła, że mimo urazu było to jedno z moich ulubionych zwycięstw w tamtych rozgrywkach. Na szczęście kontuzja nie okazała się poważna. Opuściłem tylko jedno spotkanie, a w kolejną sobotę ponownie wyszedłem na parkiet.

Teraz, w swoim drugim sezonie w NBA i zaledwie półtora roku od tam tych walentynek, ciągle miałem problemy z prawą kostką. Najlepiej pamiętam zdarzenie z 8 grudnia 2010 roku. Graliśmy przeciwko San Antonio Spurs. Złapałem podanie i chciałem pobiec do ataku, ale podkręciłem kostkę. Tak po prostu. Bez żadnego kontaktu z rywalem.

Widziałem, jak zawodnicy lądowali na czyjejś stopie i doznawali przy tym kontuzji, ale obok mnie nikogo nie było. Wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że chyba mam poważny problem. W moim pierwszym sezonie mu siałem odpowiedzieć sobie na pytanie:

– Czy jestem wystarczająco dobry, by odnosić sukcesy w tej lidze?.

Teraz brzmiało ono tak:

– Czy w ogóle jestem na tyle zdrowy, by grać?

To było dla mnie całkiem nowe wyzwanie – przetrwanie mentalnego wyczerpania wiążącego się z kontuzją, operacją, rehabilitacją i ponownym urazem. Ta sytuacja ciągnęła się przez 18 miesięcy.

Teraz jestem wdzięczny za tamtą próbę – i za to, że mogłem jej doświadczyć, gdy byłem wciąż młody i naiwny. Był to dla mnie okres niezwykłego skupienia. Usiłowałem tylko wrócić do pełni zdrowia. Znowu pewnie stanąć na parkiecie obiema stopami i być takim graczem, jakim chciałem”.

Album „Stephen Curry. Gotowy do rzutu” jest dostępny na www.labotiga.pl

Fot. John Walder; zdjęcie pochodzi z prywatnego archiwum Stephena Curry’ego i zostało wykorzystane wyłącznie na potrzeby promocji niniejszego albumu