W sezonie 2020/2021 oczy całych Niemiec były zwrócone na „Lewego”, który udał się w pościg za rekordem Gerda Müllera

W Bayernie Monachium Robert Lewandowski poprawiał rekordy strzeleckie i wyprzedzał wielkie nazwiska w klasyfikacji najskuteczniejszych piłkarzy w historii Bundesligi, takie jak m.in. Klaus Alofs, Ulf Kirsten, Manfred Burgsmüller, Jupp Heynckes i Klaus Fischer. W efekcie przed Polakiem znajdował się już tylko słynny „Bomber der Nation”, czyli Gerd Müller.

Parę lat wcześniej Lewandowski odbył rozmowę z Hansim Flickiem na temat rekordu niemieckiego goleadora:

– Wiesz, ile wynosi rekord Gerda?

– Ze czterdzieści bramek – powiedział Robert i się zaśmiał.

– Pobijesz go – odparł Flick.

W sezonie 2020/2021 oczy całych Niemiec były zwrócone na „Lewego”, który udał się w pościg za rekordem Gerda Müllera:

„W efekcie kibice podzielili się na dwie grupy: dopingujących ambitnego Polaka oraz modlących się, aby ten nie pobił rekordu, który wcześniej wydawał się nie do pobicia.

Legenda głosi, że przedstawiciele Bayernu, składając ofertę kontraktu utalentowanemu dziewiętnastolatkowi, uprzedzili szefów innego lokalnego klubu, TSV 1860 Monachium, o kilkadziesiąt minut. Te kilkadziesiąt minut zmieniło przyszłość Die Roten. Piłkarz o potężnych jak pnie dębów udach okazał się najskuteczniejszym strzelcem Bundesligi, zdobywając w niej aż trzysta sześćdziesiąt pięć bramek. Czterdzieści z nich Bomber der Nation zgromadził w sezonie 1971/72, ustanawiając teflonowy, jak się wydawało, rekord.

– Byliśmy przekonani, że jest wieczny – potwierdza Fredi Bobic. – Kiedy w 1996 roku jako zawodnik Stuttgartu zostałem królem strzelców, zgromadziłem dziewiętnaście goli. Czyli ponad dwa razy mniej niż Gerd. To była niewykonalna misja nie tylko dla mnie, ale także dla innych topowych napastników z tamtego okresu. Podobnie uważał Lewandowski. Kiedy w kwietniu 2016 roku Patrick Owomoyela, dawny kolega z Borussii, zapytał Polaka o możliwość pobicia osiągnięcia słynnego poprzednika, ten od powiedział wprost: »To niemożliwe«.

Ale jakby na przekór tym słowom demolował kolejne pomniki. Granicę stu goli w niemieckiej ekstraklasie przekroczył już w 2015 roku, cztery dni po historycznej strzelaninie z Wolfsburgiem. Zdobył też dziesięć bramek w pięciu meczach, czym wyprzedził osiągnięcia Müllera z lat 1968 i 1977”.

W 2021 roku Lewandowski strzelał jak na zawołanie i 20 marca brakowało mu tylko 6 trafień do pobicia rekordu Müllera. Zdobywał bramki na wszelkie możliwe sposoby:

„Lewandowski w tamtych miesiącach stał się jednoosobową fabryką bramek: zdobywał je prawą nogą, lewą, głową. Wolejem po przyjęciu piłki klatką piersiową, nożycami, po dryblingu. Z dwudziestu metrów, z linii szesnastki czy z najbliższej odległości. Po dłoniach bramkarza, rykoszetach, idealnie w okienko.

– Czasami nie mogłem uwierzyć, z jaką łatwością strzelał. Czego się nie dotknął, zamieniało się w złoto – mówi Müller.

Rummenigge dodaje:

– To był mój ulubiony Lewandowski w koszulce Bayernu.

Większość trafień Polak świętował w podobny sposób – po tym, jak piłka mijała linię bramkową, wskazywał na dogrywającego mu kolegę, chcąc w ten sposób powiedzieć: »To także twoja zasługa«”.

Wielu Niemców nie chciało, żeby Polak pobił rekord napastnika Bayernu. Nawet Uli Hoeneß miał nadzieję, że Robert zatrzyma się na 40 golach. To też uczynił w przedostatniej kolejce Bundesligi, po czym ruszył w kierunku kamery i zaprezentował czarno-białą koszulkę Adidasa z wizerunkiem Müllera oraz hasłem „4ever Gerd”.

22 maja 2021 roku wybiegł na murawę Allianz Arena w celu zapisania się złotymi zgłoskami w historii Die Roten i Bundesligi, ale zadania nie zamierzał mu ułatwić rodak, Rafał Gikiewicz, bramkarz Augsburga:

„ Po tym, jak zapewniliśmy sobie utrzymanie, drużyna balowała przez cztery dni. Ja w tym czasie nie dotykałem alkoholu i jako jedyny codziennie trenowałem. Wiedziałem, że wszyscy będą oglądać ten mecz, więc zamierzałem się pokazać – wspomina”.

Podczas tamtego starcia wszyscy koledzy z Bayernu starali się pomóc Lewandowskiemu w zrealizowaniu celu, ale zestresowany Robert marnował okazje za okazją i tracił cierpliwość. Na jego twarzy było widać stres i zwątpienie.

Jednak w samej końcówce meczu los postanowił uśmiechnąć się do Lewandowskiego:

„Zaczęło się od strzału Leroya Sané z dystansu. Gikiewicz zdążył sparować piłkę, ale zrobił to w taki sposób, że ta wylądowała na ziemi niczyjej. Natychmiast ruszył do niej Lewandowski. Futbolówkę dotknął czubkiem buta – co widać na powtórkach – dosłownie ułamek sekundy przed rozpaczliwie interweniującym bramkarzem.

Zegar wskazywał godzinę 17.22.

Właśnie wtedy w tej opowieści postawiono kropkę. To był prawdopodobnie najtrudniejszy pod względem emocjonalnym mecz w karierze Lewego. Cierpiał w nim od początku do samego końca. Gdy pobiegł do narożnika, zerwał z siebie koszulkę i rzucił się na kolana, wyglądał, jakby tego dnia przebiegł sto maratonów.

– Widziałem wtedy radość nie tylko z pobicia rekordu, ale tak że z faktu, że wyścig dobiegł końca – wspomina Boateng. – To musiało być dla niego cholernie ciężkie. Wyglądał na wykończonego. Sądzę, że pomyślał sobie: »Mam tego wszystkiego dość, dajcie mi już święty spokój«.

Ale teraz uśmiechał się szeroko. W niebie uśmiechnął się także Krzysztof, a oklaskująca syna Iwona płakała ze szczęścia.

– Przed meczem kilka siedzących wokół mnie osób założyło się o to, czy mu się uda. Po bramce cieszyli się nawet ci, którzy zakład przegrali – zapewnia Rummenigge.

Umarł rekord, niech żyje rekord.

Czterdziesty pierwszy gol Lewandowskiego w sezonie 2020/21 to bramka imienia Bayernu Monachium. Bardziej niż Robert strzelili go nim pozostali zawodnicy. Gnabry zaangażował się do tego stopnia, że do Polaka zagrywał właściwie każdą piłkę.

Wcześniej były gratulacje na murawie. Z bramki radosnym sprintem pognał z nimi nawet Neuer. Mógł to zrobić, bo sędzia już nie wznowił gry. Podszedł także Gikiewicz.

– W szatni czekała na mnie zielona koszulka z napisem »4ever Gerd + Lewy«. Nie miałem okazji jej założyć i szczerze mówiąc, poczułem złość i żal. Gdy później zadzwoniłem do żony, po prostu się popłakałem – przyznaje golkiper. – Ale z perspektywy czasu cieszę się, że wpuściłem tę bramkę. Po meczu przez wiele dni dostawałem obraźliwe wiadomości, a nawet pogróżki. Polacy nazywali mnie »zdrajcą«, »ch**em«. Pisali, że nie mam po co wracać do ojczyzny. Gdyby Robert nie pobił rekordu, do dziś wielu by mi tego nie darowało. A tak on przeszedł do historii, a ja zyskałem szacunek Niemców. I historyczne rękawice z tego meczu, które oprawiłem sobie w ramkę”.

Wkrótce potem, w klubowym muzeum Bayernu, Lewandowskiemu przyszła pogratulować żona Gerda Müllera, Uschi:

„Myślałam, że specjalnie nie chcesz strzelić tego gola. Gdyby Gerd tu był, powiedziałby: »Zwariowałeś, dzieciaku? Rób swoje!«.

Robert przekazał jej prezent: koszulkę podobną do tej, jaką miał na sobie podczas zdobywania czterdziestego gola. Napisał na niej osobistą dedykację:

– Dla Gerda, legendy, wielkiej inspiracji.

W kameralnej uroczystości wziął udział także Rummenigge.

– Pamiętam słowa Uschi. Powiedziała: »Cieszę się, że to właśnie tobie się udało. Tylko ty na to zasłużyłeś«.

Myślę, że Roberta to poruszyło – mówi kolega Müllera z boiska i jego przyjaciel, po czym dodaje:

– Przez długi czas myślałem, że wynik Gerda nigdy nie zostanie pobity. Ale został. I wie pan co? Teraz znów jestem przekonany, że to, co zrobił Lewandowski, będzie wieczne. I pozostanie z nami do końca istnienia Bundesligi.

Gerd Müller zmarł 15 sierpnia 2021 roku, osiemdziesiąt pięć dni po tym, jak padł jego niemożliwy do pobicia rekord”.

Zacytowane fragmenty pochodzą z książki sportowej o piłkarzu „Lewandowski. Prawdziwy”, która jest dostępna na www.labotiga.pl