W historii finałów mistrzostw świata znajduje się wielu piłkarzy z polskimi korzeniami albo mającymi inne związki z naszym krajem. Wśród trenerów ta lista jest znacznie krótsza. Mimo to patrząc wstecz, można znaleźć trzech selekcjonerów, którzy mieli rodzinne bądź zawodowe związki z Polską.
Spod Sanoka na Mundial
W długiej historii Mundialu jedynie dwukrotnie doszło do sytuacji, gdy trener spoza Polski, prowadzący drużynę na MŚ, miał korzenie nad Wisłą. Doprawdy rzadka sytuacja. Pierwszy taki przypadek miał miejsce na znaczącym dla Rzeczypospolitej Polskiej Mundialu.
Więcej ciekawych historii z mistrzostw świata poznasz w książkach sportowych z oferty księgarni sportowej labotiga.pl
W 1974 roku w drugiej fazie grupowej doszło do pojedynku Polski z Argentyną. Na ławce trenerskiej zasiedli Kazimierz Górski oraz Vladislao Cap. Ojciec jednego z nich urodził się na terenie obecnej Polski. O dziwo nie był to Maksymilian Górski.
Teodor Cap przyszedł na świat w 1902 roku w Zahutyniu obok Sanoka. Tereny Podkarpacia należały wówczas do zaboru austriackiego. W niepodległej Polsce Teodor spędził dziesięć lat. W wieku 26 lat wyjechał do swoistej ziemi obiecanej w Ameryce Południowej, czyli Argentyny. Tam ożenił się z kobietą o węgiersko-rumuńskich korzeniach, a owocem tego związku był Vladislao. Co ciekawe, przyszły selekcjoner Albicelestes nosił przydomek… Polak („El Polaco”). Nic dziwnego skoro jego imię nawiązywało do polskiego Władysława.
Podczas erefenowskiego Mundialu się okazało, że pod Sanokiem nadal mieszka rodzina Capów. Wśród nich była kuzynka trenera, inżynierka Maria Cap wraz z bratem i ojcem. Kobieta wspominała o Szymonie Capie, dziadku szkoleniowca. Gazda miał siedmioro dzieci (trzy córki oraz czterech synów, w tym Teodora). W piśmie „Nowiny” można było znaleźć takie zdanie o emigrancie: „U nas jeszcze do dziś w żartach mówimy, że na piechotę wybrał się do tej swojej Argentyny: on, chłop bez żadnego wykształcenia, zaledwie kilka klas wiejskiej szkoły, bez wyuczonego zawodu, tylko z silnymi rękami, ale z wielką determinacją i tą samą nadzieją, która tysiące wiodła przez ocean”.
Teodor przez wiele lat wysyłał listy do rodziny, chwaląc się tym, że w 1962 roku Vladislao Cap wystąpił na Mundialu jako piłkarz. Zawodnik grał w dwóch meczach, lecz Argentyna odpadła z mistrzostw już po fazie grupowej. Jego przygoda trenerska z Albicelestes była bardziej udana.
Podczas MŚ 1974 Polska pokonała Argentynę 3:2. Publicysta Karol Zbyszewski w książce Wczoraj na wyrywki. Nogami do sławy – Piłkarskie Mistrzostwa Świata 1974 tak to opisał: „Wszystko było w tym meczu: porywająca gra, dramatyczne sytuacje, wspaniałe bramki, dławiąca emocja”. Polska wygrała dzięki „jelenim biegom” Grzegorza Laty, który strzelił dwa gole.
Ojciec Vladislao oglądał ten mecz w Polsce. Teodor Cap odwiedził rodzinne strony po raz pierwszy od międzywojennej emigracji. Ostatecznie do drugiej fazy grupowej awansowały obie reprezentacje, za które kciuki trzymała rodzina Capów. Polska wywalczyła brązowy medal. Natomiast Argentyna odpadła w drugiej fazie grupowej.
Poznańska babcia Hervé Renarda
W afrykańskim futbolu reprezentacyjnym trenerów było tylu, ilu cymbalistów w Panu Tadeuszu, (czyli wielu), ale żaden z nich nie równa się Hervé Renardowi. Trochę patetyczny wstęp, ale takich szkoleniowców jak Francuz ze świecą szukać na Czarnym Lądzie.
Warto wspomnieć o tym trenerze także z innego powodu. Jego babcia, o nazwisku Kamińska, była Polką. Przyszła na świat w Poznaniu. W trakcie ciąży przyjechała do Francji, dlatego matka Hervé Renarda ma „trójkolorową” krew. Dziadek przyszłego szkoleniowca został w Polsce z nieznanych powodów, o czym w jednej z rozmów mówił sam Renard. Francuz nigdy nie poznał swojego dziadka. Trener oraz jego matka nie mówili w języku polskim.
Dwukrotny zdobywca Pucharu Narodów Afryki zadebiutował na mistrzostwach świata w 2018 roku. Maroko powróciło do Mundialu po 20 latach przerwy. Afrykańska reprezentacja wówczas nie zachwyciła, choć na pewno warto pochwalić Marokańczyków za remis w starciu z Hiszpanią (2:2). Remis w starciu z Iranem drużyna straciła w doliczonym czasie gry, podobnie wygraną z „La Furja Roja”. Renard miał pewien wpływ na dalsze sukcesy „Lwów Atlasów”, jednak w 2022 roku Francuz pojawił się na Mundialu z innym zespołem.
W 2019 roku Renard wybrał petrodolary, przenosząc się z Maroka do Arabii Saudyjskiej. W pierwszym meczu Mundialu jego reprezentacja zszokowała świata. Saudyjczycy po bramkach Salima ad-Dausariego oraz Saleha Al-Shehriego pokonali Argentynę 2:1. Spotkanie zadziałało jak sole trzeźwiące dla przyszłych mistrzów świata. W kolejnym starciu ekipa Renarda zagrała z Polską.
Szkoleniowiec w jednym z wywiadów wyznał: „Babcia już nie żyje, ale myślę, że byłaby dumna, iż wnuk będzie miał okazję zmierzyć się z reprezentacją jej ojczyzny”. Lepsi okazali się Polacy, którzy pokonali Arabię 2:0. Na zakończenie rozgrywek w grupie „Zielone Sokoły” uległy Meksykowi 1:2. Porażka ta sprawiła, że Arabia Saudyjska odpadła z finałów mistrzostw świata.
Cztery lata później wydawało się, że Renard pojedzie na Mundial z Saudyjczykami. Spełniło się to połowicznie. Francuz dotarł na północnoamerykańską imprezę, ale jako trener Tunezji. Jednak warunki zatrudnienia Renarda mogą zaskakiwać. Doświadczony szkoleniowiec poprowadził ekipę z Afryki na Mundialu w… dwóch meczach, czym powtórzył wyczyn Henryka Kasperczaka, z tą różnicą, że były obrońca poprowadził Tunezję w drugim i trzecim meczu fazy grupowej, a Polaka zwolniono po dwóch starciach na MŚ 1998. Zarówno tu, jak i tam zabrakło zwycięstwa. Renard nic nie zyskał jako trener na MŚ 2026, prócz pieniędzy. Zastąpienie Sabriego Lamouchiego po jednym pojedynku na Mundialu przypominało wejście do „stajni Augiasza”.
Stanisław Czerczesow – z Legii na mistrzostwa
Zdecydowanie trudniej przebić się zagranicznym trenerom Ekstraklasy niż piłkarzom. Można znaleźć tylko pojedyncze przypadki, gdy praca w polskiej lidze była trampoliną do klubów z czołowych lig Europy. W historii finałów mistrzostw świata znajduje się tylko jeden zagraniczny trener, który prowadził wcześniej klub z Ekstraklasy.
Szkoleniowiec z łysą glacą, prowadzący Legię Warszawę po 2010 roku, dobrze kojarzy się fanom ze stolicy Polski. Henning Berg i Stanisław Czerczesow z „Legionistami” wywalczyli mistrzostwo kraju oraz Puchar Polski. Były bramkarz prowadził klub z Łazienkowskiej zaledwie przez sezon. Mimo to wielu kibiców pamięta Legię Czerczesowa. Dublet na stulecie był wspaniałym prezentem dla fanów „Wojskowych”.
Wspomniany Rosjanin w 2018 roku stanął przed nie lada wyzwaniem. Szkoleniowiec z Ałgariu poprowadził Sborną na Mundialu w swoim kraju. Odpowiedzialność była duża, ale Czerczesow dał sobie radę, tak jak w Legii. Rosja wykorzystała wtedy swoje ściany. W pierwszych dwóch meczach Sborna wygrała z Arabią Saudyjską (5:0) oraz z Egiptem (3:1), mimo dużych wątpliwości pod względem piłkarskiego poziomu podopiecznych Czerczesowa. Ostatnie starcie w grupie było łyżką dziegciu w beczce miodu. Rosjanie ulegli Urugwajowi aż 0:3. W 1/8 finału drużyna dowodzona przez Czerczesowa sprawiła sensację, eliminując w rzutach karnych Hiszpanię.
W ćwierćfinale niespodzianki już nie było. Tym razem konkurs „jedenastek” lepiej wykonywali przeciwnicy reprezentacji Rosji. Dzięki temu Chorwacja awansowała do półfinału Mundialu.
Trzech trenerów, trzy różne historie. Każdy z nich miał jednak związek z Polską. Warto znać szkoleniowców z naszymi akcentami na najważniejszym piłkarskim turnieju świata.
Mecze decydujące o mistrzostwie świata są fascynujące, tak jak cały turniej. Historia zna wiele ciekawych przypadków, z którymi warto się zapoznać. Na odnowionej stronie księgarni internetowej Labotigi znajdziesz wiele książek na temat mistrzostw świata. Świetnym przykładem jest pozycja Jonathana Wilsona Potęga i chwała. Nieznana historia mistrzostw świata, z której poznasz wiele nieznanych faktów z historii największej piłkarskiej imprezy na globie. Labotiga – największa księgarnia sportowa w polskim Internecie!
Autor tekstu: Kacper Śliz