Gullit okazał się dla Rossonerich fundamentalny w stosowaniu pressingu i nie zawodził w meczach o najwyższą stawkę

Ruud Gullit był kluczowym piłkarzem wielkiego Milanu Arrigo Sacchiego. Włoski szkoleniowiec wykorzystywał jego atletyzm do wywierania presji na rywalach:

„Kiedy ruszał, ciągnął za sobą całą drużynę. Przesuwał się do przodu niczym burza i pokrywał całe boisko. Miał niesamowitą siłę, odnosiło się wrażenie, że przeciwnicy cofają się przerażeni”.

Gullit okazał się dla Rossonerich fundamentalny w stosowaniu pressingu i nie zawodził w meczach o najwyższą stawkę, jak np. w finale Pucharu Europy w 1989 roku, w którym nie przestraszył się Rumunów opisanych przez Gianniego Brerę jako „mistrzów wymiany podań ze Wschodu”. Wówczas Milan rozgromił Steauę Bukareszt na Camp Nou 4:0, po dubletach ustrzelonych przez van Bastena i Gullita.

Co ciekawe Milan sprowadził Gullita z PSV, by grał na pozycji libero, ale Sacchi miał już tę pozycję obsadzoną przez znakomitego Franco Baresiego, kapitana Il Diavolo. Poza tym widział piłkarza z plecionymi warkoczykami w roli motoru napędowego swojego zespołu:

„Ruud wykonywał potężne 60-metrowe podania, a kiedy pozbywał się rywala, pokonywał boisko z niesamowitym przyspieszeniem, elegancki niczym żaglowiec. Dlatego Milan się w nim zakochał”.

Doskonale wiedział też, że Gullit był dla Milanu niezwykle ważny nie tylko pod względem taktycznym:

„Rijkaarda jeszcze nie mieliśmy, a van Basten na długi czas wypadł ze składu. Cały mój pierwszy sezon w Milanie opierał się na Gullicie. Nie był najlepszy technicznie, właściwie to miał zupełnie zwyczajne obie nogi i kiedy w Milanello graliśmy w futbol-tenis, wszyscy chcieli być w zespole z Christianem Lantignottim, a niewielu z Ruudem… Ale historię stworzył Gullit, a nie Lantignotti, ponieważ technika gry liczy się o wiele bardziej niż technika indywidualna. Podczas meczu, w środku drużyny, nogi Ruuda w magiczny sposób stawały się najlepsze dzięki inteligencji, z którą się poruszał i z którą nawiązywał porozumienie z kolegami, dzięki doskonałemu zarządzaniu czasem i przestrzenią.

Oprócz tego miał charyzmę i osobowość wielkiego mistrza, sprawiał, że wszyscy czuli się mocniejsi, był niczym indiański wódz w czasie bitwy. Pozwolił drużynie się rozwijać i zyskać pewność siebie. Ruud był naszą odwagą. Strzelił gola na 2:1 Pisie w pierwszej kolejce sezonu i we wszystkich ważnych meczach zawsze odgrywał główną rolę, łącznie ze słynnym bezpośrednim pojedynkiem na San Paolo z Napoli, który zapewnił nam scudetto.

Gola w debiucie z Pisą strzelił głową z taką siłą, jakiej połowa włoskich piłkarzy nie włożyłaby w uderzenie nogą. Był sierpień, panował straszny upał.

Po meczu prezes Pisy Romeo Anconetani, przechodził obok naszej szatni. Drzwi były uchylone i zobaczył Ruuda, który stał całkiem nagi. Zakrzyknął:

– My w Pisie też mamy takich fenomenów!

Miał na myśli Paula Elliotta, angielskiego obrońcę, który zawsze grał w kolarskich bermudach pod spodenkami. Nasz team manager Silvano Ramaccioni, który był ciekawski jak dozorczyni, poszedł zasięgnąć języka i dowiedział się, że Elliott wkładał bermudy po to, żeby przykryć potężne przyrodzenie, ponieważ slipki, mimo że w rozmiarze XXXXXL, nie były w stanie tego zrobić…

Później w sali prasowej Anconetani powiedział:

– Milan to wielka drużyna. Gullit? Monstrum pod każdym względem!

Dziennikarze nie mogli wiedzieć, do czego się odnosił”.

Ruud Gullit razem z Marco van Bastenem stworzył duet, dzięki któremu Milan potrafił ograć każdego, a Oranje w wielkim stylu sięgnęli z nimi w składzie po mistrzostwo Europy w 1988 roku na boiskach RFN.

Przytoczone fragmenty pochodzą z książki „AC Milan. Nieśmiertelni. Historia legendarnej drużyny”, która jest dostępna w największej internetowej księgarni sportowej www.labotiga.pl

Fot. Rob Bogaerts/Anefo/Holenderskiego Archiwum Narodowe/Wikimedia Commons/Creative Commons CC0 1.0 Universal Public Domain Dedication