Słynny komentator relacjonował na żywo aż 12 finałów mistrzostw świata. Niektóre cytaty ze „Szpaka” zostały na długo w pamięci kibiców. Warto poznać najciekawsze i najbardziej pamiętne historie z finałów mistrzostw świata, w których główną postacią był komentator Polskiego Radia oraz Telewizji Polskiej.
Najlepiej Dariusza Szpakowskiego można poznać w jego autobiografii „Wita państwa Dariusz Szpakowski. Autobiografia„.
Debiut
Polska głos Dariusza Szpakowskiego po raz pierwszy usłyszała podczas Mundialu w 1978 roku. Wówczas 27-letni dziennikarz znalazł się w obsadzie komentatorskiej Polskiego Radia. Fani Biało-Czerwonych kojarzą te mistrzostwa z dużym rozczarowaniem. Brązowi medaliści mistrzostw świata z 1974 roku, wsparci m.in. Zbigniewem Bońkiem czy Włodzimierzem Lubańskim, mieli zdobyć złoto. Ostatecznie przygoda Polski z argentyńskim Mundialem zakończyła się na drugiej fazie grupowej.
Czempionat wygrali gospodarze. Co z ich triumfu zapamiętał debiutujący redaktor: „Nigdy nie zapomnę finału, kiedy z Jankiem Ciszewskim wracaliśmy po meczu Argentyna – Holandia i wszyscy wylęgli na ulice w Buenos Aires. Wracaliśmy osiem godzin do swojego hotelu! Nie było mowy o żadnej taksówce czy autobusie. Wszędzie były powystawiane głośniki, magnetofony i do znudzenia pokazywano bramki, które strzelali Argentyńczycy. Ludzie wyszli na ulice, małe dzieci miały flagi w rękach i wszędzie była wielka fiesta. Nigdy w życiu czegoś takiego nie widziałem”. Junta wojskowa pozwoliła na akty radości na ulicach. Podczas Mundialu dbano o bezpieczeństwo komentatorów.
Przekonała się o tym polska ekipa. Pewnego razu kierowca, który woził dziennikarzy na miejsce spotkań, pokazał pistolet. Przerażeni polscy dziennikarze zbledli w jednej chwili. Okazało się jednak, że kierowca jest z ochrony generała Jorge Videli, ówczesnego dyktatora Argentyny. Pokazanie pistoletu oznaczało, że dziennikarze mogą czuć się bezpiecznie. Jednak w pierwszej chwili myśli były inne…
¡Y viva España, olé!
Drugi Mundial z medalem Biało-Czerwonych. Nostalgiczny, ale też ostatni w swoim rodzaju. Po raz ostatni mistrzostwa w telewizji skomentował Jan Ciszewski. Taki sam przypadek w radiu spotkał Dariusza Szpakowskiego. Po śmierci „Cisa” jego miejsce w Telewizji Polskiej zajął 31-letni dziennikarz z Warszawy.
Podczas imprezy polscy piłkarze często przebywali w pokoju dziennikarzy. Nie chodziło o poufałe relacje, tylko o to, że redaktorzy z Polski mieli całodobowy dostęp do rozdzielni, dzięki czemu można było zatelefonować do bliskich. Było to szczególnie utrudnione w czasach stanu wojennego. Szpakowski wyznał, że był „mimo woli powiernikiem rodzinnych wydarzeń piłkarzy”. Nigdy wcześniej ani nigdy później redaktor nie miał takich bliskich kontaktów z reprezentantami Polski. Potwierdza to także fakt przebywania wraz z zawodnikami w autokarze po meczu z ZSRR (0:0), który dał Biało-Czerwonym przepustkę do półfinału.
Klątwa Bońka
Podczas Mundiali Dariusz Szpakowski pełnił także funkcję prowadzącego studia pomeczowe. Tak było chociażby po meczu 1/8 finału Polska – Brazylia (0:4). W unilateralnym studiu zlokalizowanym w meksykańskiej Guadalajarze obok prowadzącego Szpakowskiego pojawili się selekcjoner Antoni Piechniczek oraz kapitan reprezentacji Zbigniew Boniek. Wówczas padły słowa, które nadal są wspominane, mimo że padły 40 lat temu.
Trener Piechniczek zapowiedział rezygnację i życzył następcy dwóch awansów z rzędu do finałów mistrzostw świata. Natomiast kapitan stwierdził, że jeśli wyniki z ostatnich czterech Mundiali byłyby powtórzone podczas kolejnych czterech imprez, byłoby to satysfakcjonujące. Nazwano to klątwą. Coś w tym było, bo w kolejnych finałach mistrzostw świata Polska zagrała dopiero w 2002 roku, po trzech Mundialach bez gry.
Co ciekawe, finałowe starcie było komentowane we dwójkę – Szpakowski i Andrzej Zydorowicz. „Szpak” relacjonował pierwszą połowę, natomiast Zydorowicz był przy głosie podczas drugiej. Zaskakujący pomysł, który nie był potem powielany w kolejnych finałach mistrzostw świata.
Płaczący Włosi
W 1990 roku pojawiło się swoiste novum. U boku Dariusza Szpakowskiego w kabinie komentatorskiej był ekspert – i to nie byle jaki. Chodziło o samego Zbigniewa Bońka, który znakomicie radził sobie w kraju gospodarzy imprezy – we Włoszech. Z czego Szpakowski zapamiętał Mundial 1990? „Nigdy nie zapomnę meczu w Neapolu i płaczących Włochów, to jest zawsze przeżycie dla nich samych, a jednocześnie był to finał, który nie zapadł w pamięć” – powiedział komentator. Był to pierwszy Mundial skomentowany przez Szpakowskiego, w którym nie wystartowali Polacy.
Małe grille pod stadionem
Co było charakterystyczne dla Mundialu w 1994 roku według Dariusza Szpakowskiego? „Amerykanie przyjeżdżali swoimi pick-upami, rozkładali małe grille, coś tam sobie pichcili. To dla nich był element spędzania czasu” – powiedział sprawozdawca w rozmowie ze sport.tvp.pl. W trakcie mistrzostw „Szpak” komentował mecze m.in. z Januszem Michallikiem, który nie zmieścił się w składzie Stanów Zjednoczonych na piłkarską imprezę życia. Finał był komentowany solo z Pasadeny. Właśnie wtedy Roberto Baggio oddał najgorszy strzał życia, przez co złoto wywalczyli Brazylijczycy.
Allez les Bleus
Trzeci Mundial bez Polaków z komentarzem Szpakowskiego. Komentator zachwalał po latach stadiony i bardzo dobre zorganizowanie imprezy. Godzinę przed finałem wszyscy dziennikarze byli w szoku. Nic dziwnego, skoro dostali składy, w których nie było Ronaldo. Ostatecznie słynny Brazylijczyk wystąpił w meczu, ale był jak gdyby nieobecny.
Pierwszy azjatycki Mundial
W 2002 roku po razy pierwszy głównym nadawcą piłkarskiego Mundialu w Polsce była stacja komercyjna – Polsat. Mimo tego część meczów pokazywała Telewizja Polska. Mecze Polaków czy finał w TVP skomentował Szpakowski. Po latach sławetne wykonanie hymnu Polski przez Edytę Górniak nazwał „kolędą”. Co ciekawe, już podczas treningu polska piosenkarka wykonała hymn z taką „werwą”, jak potem tuż przed meczem.
Na mistrzostwach miał miejsce konflikt na linii Szpakowski–Mateusz Borek. Panowie pokłócili się o reprezentację. „Legendariusz” stał murem za trenerem Jerzym Engelem, natomiast Borek bronił piłkarzy. Konflikt był tak duży, że niemal doszło do bójki. Ostatecznie panowie pogodzili się na samym czempionacie – przed spotkaniem z USA.
Forza Italia do Berlina!
Jeden z najsłynniejszych cytatów z kariery komentatorskiej Szpakowskiego pochodzi z finałów mistrzostw świata 2006. „Nie będzie arrivederci! Forza Italia do Berlina!” – wykrzyknął dziennikarz w półfinale MŚ Niemcy – Włochy (0:2). Przeszło do historii tak samo, jak „młodziutki Grosso”, który miał wówczas 26 lat. Podobnie jak cztery lata wcześniej głównym nadawcą Mundialu był Polsat. Mimo to Szpakowski skomentował najważniejsze spotkania mistrzostw, w tym mecze Polaków czy finał. U boku komentatora można było usłyszeć m.in. Włodzimierza Lubańskiego (podczas spotkań Biało-Czerwonych) czy Mirosława Trzeciaka (w finale).
20 meczów
Podczas Mundialu w 2010 roku Dariusz Szpakowski skomentował aż 20 pojedynków. W planie był jeden mecz więcej, ale choroba zmogła dziennikarza.
Przed spotkaniem Niemcy – Ghana Szpakowski zapomniał akredytacji. Komentator nie wrócił się po nią, aby na pewno zdążyć przed meczem. Wystarczył jeden telefon do producenta ze strony TVP. „Wojtek [imię producenta], przychodź ze swoją akredytacją, wejdziesz z Włodkiem Lubańskim na trybuny i zniesiesz mi akredytację Włodka Lubańskiego. Na ten jedyny mecz wszedłem na akredytacji Włodka Lubańskiego”.
Słynny sprawozdawca zapamiętał też chłód, który panował w Republice Południowej Afryki. Kurtki stały się nieodłącznym elementem ubioru podczas wieczorów w RPA.
Maradona
Każdy, kto pamięta Mundial 2014, kojarzy komentarz Dariusza Szpakowskiego z ćwierćfinałowego starcia Belgii z Argentyną. W końcówce pierwszej połowy dziennikarz trzykrotnie pomylił Lionela Messiego z… Diego Maradoną. Czujny „na majku” był Grzegorz Mielcarski, który zwrócił uwagę na błąd. Skąd taka pomyłka? „Przed meczem usłyszałem kibiców argentyńskich śpiewających piosenkę o swojej drużynie, która kończyła się słowami, że Maradona był lepszy niż Pele. Melodia zapadła mi w pamięć i podczas meczu podświadomie nazwałem przez to Messiego Maradoną” – wspominał Szpakowski po latach.
Wygrana Niemiec z Brazylią stosunkiem 7:1 zapadła w pamięć kibicom futbolu. Słynny dziennikarz dobrze zapamiętał pewne zdarzenie po tym spotkaniu. Szpakowski i Mielcarski wracali autobusem z Belo Horizonte do Rio de Janeiro. Ekspert TVP poszedł zamienić vouchery na bilety. Wówczas Szpakowski został sam z dwiema torbami i plecakiem pomiędzy kolanami. Wtedy do sprawozdawcy podszedł Brazylijczyk. Zapytał dziennikarza, czy wie, gdzie można wyjąć pieniądze z bankomatu. Po chwili Szpakowski się zorientował, że został bez plecaka, w którym miał paszport, akredytację oraz iPada. W Brazylii przydał się Mielcarski, który bardzo dobrze zna język portugalski. Panowie poszli na policję. Szpakowski dowiedział się, że oprócz niego tego samego dnia okradziono ponad 140 osób. Sprawa otarła się o ambasadę i konsulat. Potrzebne było zdjęcie biometryczne. Dzięki pomocy pracownicy konsulatu paszport tymczasowy został dostarczony do hotelu. Co prawda dopiero w dniu odlotu, ale paczka z dokumentem dojechała na czas. Złodzieje okazali się częściowo „honorowi”, gdyż oddali akredytację i okulary redaktora. Wszystko to stało się w jego jubileuszowym, dziesiątym Mundialu w historii.
Jak Marek Leśniak
Frazes „Jezus Maria” na zawsze będzie połączony z Dariuszem Szpakowskim. Te słowa oznaczają coś negatywnego w polskim futbolu. Zapoczątkował to Marek Leśniak swoim pudłem w spotkaniu Polska – Anglia z 1993 roku. Szpakowski okrasił to słowami: „Szansa… aj, Jezus Maria!”. Natomiast w spotkaniu z Senegalem padło: „Co myśmy zrobili, Jezus Maria”. Dotyczyło to straty gola na 0:2.
Po raz pierwszy odkąd monopol na Mundial miała TVP, podczas spotkań reprezentacji Polski nie słyszeliśmy tylko Dariusza Szpakowskiego jako pierwszego komentatora. Spotkania grupowe Biało-Czerwonych z Kolumbią i Japonią relacjonował Jacek Laskowski. Sam finał komentował już Szpakowski.
„Argentyno, co ty robisz?!”
Ostatni Mundial i wyjątkowy finał. Takie były końcówki mistrzostw świata 2022 w wykonaniu Dariusza Szpakowskiego. Po golu na 2:0 w finale dla Albicelestes słynny komentator wydusił się z siebie: „Argentyno, co ty robisz?!”. Stało się to viralem – i to nie tylko w Polsce. W różnych podcastach Szpakowski wspominał, że jego starsza córka była w Tajlandii, gdzie poznała argentyńską parę. Poinformowali ją, że w ich kraju jest znany komentator z Polski. Pokazali nagranie wideo, w którym padły słowa: „Argentyno, co ty robisz?!”. Jakie musiało być ich zdziwienie, gdy okazało się, że spotkali akurat córkę człowieka, który to wypowiedział.
Szpakowski zakończył przygodę ze światowym czempionatem w glorii. Spotkania Francji z Argentyną długo się nie zapomni.
Studio
Zgodnie z zapowiedzią Dariusz Szpakowski nie komentował Mundialu 2026. Zamiast tego był gościem studia w TVP. Czyli finały mistrzostw świata bez głosu Szpakowskiego nie mogą się odbyć!
Jeszcze lepiej Dariusza Szpakowskiego można poznać w jego autobiografii, napisanej wespół z Przemysławem Rudzkim. Wita państwa Dariusz Szpakowski. Autobiografia jest sentymentalną podróżą do światowej i polskiej piłki nożnej. Dzięki tej książce sportowej na nowo poznasz najsłynniejszego komentatora futbolu w historii Polski.
Zobacz więcej książek i biografii sportowych na www.labotiga.pl. W największej internetowej księgarni sportowej.
Fot. archiwum prywatne Dariusza Szpakowskiego
Autor tekstu: Kacper Śliz